niedziela, 3 kwietnia 2016
piątek, 1 kwietnia 2016
VIII
- Ekhe, ekhe! - wydyszała Victoria. - Czuję
się... czuję się jakby ktoś włożył mnie do pralki! - wykręciła włosy na
suchy piasek i wstała roztrzepując je. Jeszcze odkaszlnęła morską wodę z
płuc. Popatrzyła na prawo. W odmętach drzew i liści majaczył się wciąż
rozgrzewający ogień. Płonęła Baza. A w tle dziki ryk Diamantizaura,
któremu nie udało się nic upolować. Kasztanowłosa popatrzyła dookoła
siebie. Len, BlackAngel, Marika. Wszyscy byli. Odetchnęła z ulgą.
- Nic mi nie mów! - Angel złapała się za głowę. - Pralkę z opcją 3000 wirowań na minutę, nie? - gdy wszyscy skoczyli do wody, porwał ich nurt zatoki i obijając o skały i podtapiając w końcu wyrzucił około pięćset metrów od miejsca skoku.
- DC Mini. Włącz je! - polecił zaniepokojonym głosem Len. Angel ze zdumieniem na twarzy kliknęła pierwszy przycisk i jej oczom ukazała się mapa wyspy. - Działają. Jakie szczęście - odetchnął z ulgą.
- To profesjonalny sprzęt. Myślisz, że by go nie zrobili wodoszczelnym? - Marika rzuciła uszczypliwą uwagę.
- Len dobrze myśli - pochwaliła Victoria, po czym zwróciła się do Mariki. - A nasze konta miały być zabezpieczone przed kradzieżą. A świecimy wszyscy z wyjątkiem BoneZoo i Shadigi gołymi dupami! W obecnej sytuacji należy sprawdzać nasze DC Mini na bieżąco, czy wszystkie opcje działają. A propos: Noktowizory wciąż odmawiają posłuszeństwa.
-Mhm... - mruknęła zamyślona białowłosa. Len spojrzał na swoje towarzyszki i włączył komunikator.
- Shadiga... BoneZoo... słyszycie mnie? - odezwał się. Towarzyszący mu krótki szum ustał po kilku sekundach. Niemal natychmiast odebrała Shadiga.
- Jestem. Len, co z wami? Cali?
- Cali i zdrowi. Nie tak łatwo nas zabić - zaśmiał się. - Wszystkich masz przy sobie.
- Tak, ale obecnie nie mam zbyt czasu na rozmowy. Powiedzmy, że złapało nas parę dinozaurów obcego gatunku i właśnie uczymy się z nimi walczyć. Spotkajmy się w porcie Hardym. Za dwie godziny. Jak nie, to za trzy. Bez odbioru.
- Rozłączyła się - oświadczył.
- Są w gorszej sytuacji niż my. Musimy się spieszyć i dotrzeć do Portu Hardy jeszcze przed zmierzchem. Pospieszmy się! - okrzyknęła kasztanowłosa. Wszyscy otrzepali się z piasku i ruszyli za swoją przełożoną.
*
- Jestem wyczerpana! - BoneZoo otarła z czoła krwawe ślady. Popatrzyła na ruszające się jeszcze zwłoki długopzaurowatego dinozaura i ruszyła przed siebie. - Hej, Shad. Pamiętasz kierunek?
- To chyba będzie w twoją stronę - granatowłosa popatrzyła na mapę w DC Mini. Zamknęła ją ruchem ręki i pokierowała wszystkich w prawidłową stronę.
- Ech... mam nadzieję, że będzie okazja się wykąpać? - zamarudziła MaryAne. Jej pokrwawione ubranie nie było zbyt urodziwe. Podobnie jak wszystkich.
*
Port Hardy okazał się spróchniałym pomostem z dwoma budynkami i antycznym statkiem z drewna. Sama Victoria była trochę zaskoczona jego widokiem. Zapamiętała go jako pomost z jedną budką. W ciemnościach nie dostrzegła statku. Więc gdyby może...
- Hej! Sprawdźmy ten statek! - krzyknęła w kierunku pozostałych. Szczęśliwie udało się wszystkim spotkać w porcie Hardy bez ani jednej ofiary śmiertelnej. Sama kobieta pobiegła po drewnianych deskach, uważając by się pod nią nie zapadły, do drzwi statku. Przekręciła złotą gałkę. Zamknięte. Jeszcze jedno szarpnięcie. I nic!
- Może spróbujemy je rozwalić? - zaproponowała Nika podchodząc do niej z tyłu. - Są z drewna, nie powinno być z nimi problemu.
- Zabraniam! - odpowiedziała kasztanowłosa zdecydowanym tonem. - Nie chcę tylko przeszukać tego statku, może uda nam się gdzieś nim dopłynąć. Masz zamiar płynąć na statku z ogromną dziurą w boku?
- Czyli jednak chcesz się stąd wyrwać? - do rozmawiających dołączyła BoneZoo.
- Jeśli mam być szczera, to miejsce przeraża także mnie. Ale mamy jednak misję. Czy naszymi przeciwnikami są ludzie, czy dinozaury, to nie możemy opuścić terenu walki. Przykro mi, ale to są rozkazy z góry, która nawet nade mną ma władzę - westchnęła. - Ale jeśli uda nam się wejść do tego statku, może szybciej infiltrowalibyśmy wyspę także bez niepotrzebnych walk z gadami.
- Okej. Spróbuję się za czymś rozejrzeć - powiedziała czerwonowłosa, a zaraz za nią oddaliła się Nika.
- Ludzie! Ej, ludzie! - nawoływała Shadiga. Zaintrygowana Victoria podeszła do miejsca zbiegowiska.
- Co się stało? - zapytała Marika. - Znalazłaś coś?
- Nie - pokręciła przecząco głową granatowłosa. I w wielkiej panice wykrztusiła: - Widział ktoś może Paulę?
CDN...
- Nic mi nie mów! - Angel złapała się za głowę. - Pralkę z opcją 3000 wirowań na minutę, nie? - gdy wszyscy skoczyli do wody, porwał ich nurt zatoki i obijając o skały i podtapiając w końcu wyrzucił około pięćset metrów od miejsca skoku.
- DC Mini. Włącz je! - polecił zaniepokojonym głosem Len. Angel ze zdumieniem na twarzy kliknęła pierwszy przycisk i jej oczom ukazała się mapa wyspy. - Działają. Jakie szczęście - odetchnął z ulgą.
- To profesjonalny sprzęt. Myślisz, że by go nie zrobili wodoszczelnym? - Marika rzuciła uszczypliwą uwagę.
- Len dobrze myśli - pochwaliła Victoria, po czym zwróciła się do Mariki. - A nasze konta miały być zabezpieczone przed kradzieżą. A świecimy wszyscy z wyjątkiem BoneZoo i Shadigi gołymi dupami! W obecnej sytuacji należy sprawdzać nasze DC Mini na bieżąco, czy wszystkie opcje działają. A propos: Noktowizory wciąż odmawiają posłuszeństwa.
-Mhm... - mruknęła zamyślona białowłosa. Len spojrzał na swoje towarzyszki i włączył komunikator.
- Shadiga... BoneZoo... słyszycie mnie? - odezwał się. Towarzyszący mu krótki szum ustał po kilku sekundach. Niemal natychmiast odebrała Shadiga.
- Jestem. Len, co z wami? Cali?
- Cali i zdrowi. Nie tak łatwo nas zabić - zaśmiał się. - Wszystkich masz przy sobie.
- Tak, ale obecnie nie mam zbyt czasu na rozmowy. Powiedzmy, że złapało nas parę dinozaurów obcego gatunku i właśnie uczymy się z nimi walczyć. Spotkajmy się w porcie Hardym. Za dwie godziny. Jak nie, to za trzy. Bez odbioru.
- Rozłączyła się - oświadczył.
- Są w gorszej sytuacji niż my. Musimy się spieszyć i dotrzeć do Portu Hardy jeszcze przed zmierzchem. Pospieszmy się! - okrzyknęła kasztanowłosa. Wszyscy otrzepali się z piasku i ruszyli za swoją przełożoną.
*
- Jestem wyczerpana! - BoneZoo otarła z czoła krwawe ślady. Popatrzyła na ruszające się jeszcze zwłoki długopzaurowatego dinozaura i ruszyła przed siebie. - Hej, Shad. Pamiętasz kierunek?
- To chyba będzie w twoją stronę - granatowłosa popatrzyła na mapę w DC Mini. Zamknęła ją ruchem ręki i pokierowała wszystkich w prawidłową stronę.
- Ech... mam nadzieję, że będzie okazja się wykąpać? - zamarudziła MaryAne. Jej pokrwawione ubranie nie było zbyt urodziwe. Podobnie jak wszystkich.
*
Port Hardy okazał się spróchniałym pomostem z dwoma budynkami i antycznym statkiem z drewna. Sama Victoria była trochę zaskoczona jego widokiem. Zapamiętała go jako pomost z jedną budką. W ciemnościach nie dostrzegła statku. Więc gdyby może...
- Hej! Sprawdźmy ten statek! - krzyknęła w kierunku pozostałych. Szczęśliwie udało się wszystkim spotkać w porcie Hardy bez ani jednej ofiary śmiertelnej. Sama kobieta pobiegła po drewnianych deskach, uważając by się pod nią nie zapadły, do drzwi statku. Przekręciła złotą gałkę. Zamknięte. Jeszcze jedno szarpnięcie. I nic!
- Może spróbujemy je rozwalić? - zaproponowała Nika podchodząc do niej z tyłu. - Są z drewna, nie powinno być z nimi problemu.
- Zabraniam! - odpowiedziała kasztanowłosa zdecydowanym tonem. - Nie chcę tylko przeszukać tego statku, może uda nam się gdzieś nim dopłynąć. Masz zamiar płynąć na statku z ogromną dziurą w boku?
- Czyli jednak chcesz się stąd wyrwać? - do rozmawiających dołączyła BoneZoo.
- Jeśli mam być szczera, to miejsce przeraża także mnie. Ale mamy jednak misję. Czy naszymi przeciwnikami są ludzie, czy dinozaury, to nie możemy opuścić terenu walki. Przykro mi, ale to są rozkazy z góry, która nawet nade mną ma władzę - westchnęła. - Ale jeśli uda nam się wejść do tego statku, może szybciej infiltrowalibyśmy wyspę także bez niepotrzebnych walk z gadami.
- Okej. Spróbuję się za czymś rozejrzeć - powiedziała czerwonowłosa, a zaraz za nią oddaliła się Nika.
- Ludzie! Ej, ludzie! - nawoływała Shadiga. Zaintrygowana Victoria podeszła do miejsca zbiegowiska.
- Co się stało? - zapytała Marika. - Znalazłaś coś?
- Nie - pokręciła przecząco głową granatowłosa. I w wielkiej panice wykrztusiła: - Widział ktoś może Paulę?
CDN...
czwartek, 31 marca 2016
VII
VII
- Powinniśmy odpocząć i najlepiej wrócić do bazy. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Nad naszą misją możemy pomyśleć jutro - ziewnęła MaryAne.
- Popieram! - odezwała się Marika. Victoria odwróciła się w ich stronę i popatrzyła znacząco na Shadigę i Paulę.
- Nie wiem, czy zabieranie jej do Bazy będzie odpowiednim pomysłem – westchnęła kasztanowłosa. – Ale niech wam będzie. Wracamy do bazy na krótki odpoczynek. Ale tylko fizyczny. Musimy obmyślić jeszcze plan dalszego postępowania. – to powiedziała i otworzyła DC Mini. Określiła kierunek chodu, wskazała go reszcie i wszyscy skierowali swoje kroki ku Bazie.
*
Nie licząc kilku australovenatorów na drodze, podróż minęła im całkiem sprawnie i szybko. Shadiga cały czas trzymała się wraz z Paulą na końcu długiego sznura podróżujących. Nie chciała narażać dziewczyny na kolejne docinki i przykrzania ze strony reszty. MaryAne od czasu do czasu powiedziała jej coś w stylu "odwagi", a Lenowi zdarzyło sie mrugnąć porozumiewawczo. To granatowłosą bardzo podniosło na duchu w całym tym myśleniu, że gdyby Victoria w ucieczcie przed dino miałaby kogoś poświęcić, to najpewniej właśnie ją.
- Je crains ... - szepnęła do Shaidigi, Paula.
- Moi aussi. Croyez-moi, que moi aussi...
- Ufasz tej Pauli? - ReiFujioka nachyliła się nad Mariką.
- W sumie to sama nie wiem, co mam myśleć. Ta chatka była położona na skraju, może naprawdę udało jej się przeżyć.
- Ale spójrz jak jest ubrana! Nie powiedziałabyś, że w sposób podobny do nas? Jej kostium jest pocięty, czyli miała jakąś przygodę z dinozaurami. Mam tylko nadzieję, że odkryjemy prawdę o niej w porę, zanim będzie za późno!
- Zawsze trzeba trzymać się takiej myśli.
*
Dotarli do Bazy wieczorem. A raczej dotarli do miejsca, które kiedyś Bazą było. Wszystkimi wstrząsnął przerażający widok Bazy stojącej w płomieniach.
- Nasza Baza! - wydała zduszony okrzyk Nika.
- Co się stało? Jasna cholera. Wiedziałam, że sprowadzi kłopoty! - wrzasnęła Victoria wskazując palcem na Paulę. Jakaś podpalona belka uderzyła o ziemię kilka stóp za nią, ale kasztanowłosa nie zwróciła na to uwagi.
- To nie jest wina Pauli! Przecież była tu z nami, a gdyby podłożyła ogień wcześniej miałabyś teraz przed sobą kupkę popiołu! Ogarnij się! - krzyknęła Shadiga.
- Jak ty się zwracasz do przełożonej? Nie zapominaj, że to ja ci daję kasę na utrzymanie się.
- W dupie to mam. Popatrz, gdzie jesteśmy! Wszytko się zmieniło! I wszy... - Shadiga nie dokończyła. Ogień zaczął pożerać też część lasu, a z języków ognia wypadł rycząc nikt inny jak Diamantizaur. Popatrzył na naszych komandosów i jeszcze głośniej ryknął napierając na nich całym swoim ciałem. Wszyscy odskoczyli.
- Szlag by to! - krzyknęła BoneZoo.
- Musimy się rozdzielić i spotkać w jednym miejscu! - wrzasnęła wśród zgiełku i hałasu Shadiga.
- Zgoda! - odpowiedziała Victoria. - Przynajmniej w tym się zgadzamy. - Bierz Nikę, MaryAne, Marikę i ReiFujiokę. Są chyba po twojej lewej. Pozbieram swoje zabawki i wio z piaskownicy! - Shadiga pochyliła się i spojrzała na swoją przełożną spod brzucha ogromnego tytanozaura. - No leć! - rozkazała ponownie kobieta. Ogarnęła wzrokiem wszystkich. BoneZoo, Len i BlackAngel podbiegli do niej i szybko oddalili się od płonącego, dawnego miejsca bezpieczeństwa. Opcje były dwie. Diamantizaur mógł pobiec, albo za nią, albo za Shadigą.
Niestety ogromny zwierz wybrał sobie właśnie Victorię za swój cel i z rykiem, próbował dosięgnąć ich swoją potężną, monumentalną szyją.
"Zbliżamy się do oceanu! Pobiegliśmy w złą stronę" - pomyślała Victoria.
- Victorio, zaraz zacznie się skarpa! Co robimy? - wydyszała BlackAngel. Kasztanowłosa poukładała wszystko w swojej głowie i wydała jedną, prostą komendę:
- Skaczemy!
- Co? Oszalałaś?! Nie mam mowy! - przestraszył się Len.
- Róbcie co mówię! - I pomimo oporów, gdy tylko znaleźli się na skarpie, a Diamantizaur nie miał zamiaru sobie ich odpuścić, wszyscy równo skoczyli do wody. Tylko BoneZoo prześwitała przed oczami głowa i szyja Diamantizaura próbującego kogoś schwycić w skoku. Popatrzył na nich i... czerwonowłosa poczuła zimną wodę oblewającą całe ciało. Czy wszyscy przeżyli?
CDN...
Wybór! (6)
Musicie podjąć decyzję gdzie komandosi mają udać się w swoją ostatnią już podróż:
A) Port Hardy
B) Lasy Zatoki
C) Jałowy brzeg
- Powinniśmy odpocząć i najlepiej wrócić do bazy. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Nad naszą misją możemy pomyśleć jutro - ziewnęła MaryAne.
- Popieram! - odezwała się Marika. Victoria odwróciła się w ich stronę i popatrzyła znacząco na Shadigę i Paulę.
- Nie wiem, czy zabieranie jej do Bazy będzie odpowiednim pomysłem – westchnęła kasztanowłosa. – Ale niech wam będzie. Wracamy do bazy na krótki odpoczynek. Ale tylko fizyczny. Musimy obmyślić jeszcze plan dalszego postępowania. – to powiedziała i otworzyła DC Mini. Określiła kierunek chodu, wskazała go reszcie i wszyscy skierowali swoje kroki ku Bazie.
*
Nie licząc kilku australovenatorów na drodze, podróż minęła im całkiem sprawnie i szybko. Shadiga cały czas trzymała się wraz z Paulą na końcu długiego sznura podróżujących. Nie chciała narażać dziewczyny na kolejne docinki i przykrzania ze strony reszty. MaryAne od czasu do czasu powiedziała jej coś w stylu "odwagi", a Lenowi zdarzyło sie mrugnąć porozumiewawczo. To granatowłosą bardzo podniosło na duchu w całym tym myśleniu, że gdyby Victoria w ucieczcie przed dino miałaby kogoś poświęcić, to najpewniej właśnie ją.
- Je crains ... - szepnęła do Shaidigi, Paula.
- Moi aussi. Croyez-moi, que moi aussi...
- Ufasz tej Pauli? - ReiFujioka nachyliła się nad Mariką.
- W sumie to sama nie wiem, co mam myśleć. Ta chatka była położona na skraju, może naprawdę udało jej się przeżyć.
- Ale spójrz jak jest ubrana! Nie powiedziałabyś, że w sposób podobny do nas? Jej kostium jest pocięty, czyli miała jakąś przygodę z dinozaurami. Mam tylko nadzieję, że odkryjemy prawdę o niej w porę, zanim będzie za późno!
- Zawsze trzeba trzymać się takiej myśli.
*
Dotarli do Bazy wieczorem. A raczej dotarli do miejsca, które kiedyś Bazą było. Wszystkimi wstrząsnął przerażający widok Bazy stojącej w płomieniach.
- Nasza Baza! - wydała zduszony okrzyk Nika.
- Co się stało? Jasna cholera. Wiedziałam, że sprowadzi kłopoty! - wrzasnęła Victoria wskazując palcem na Paulę. Jakaś podpalona belka uderzyła o ziemię kilka stóp za nią, ale kasztanowłosa nie zwróciła na to uwagi.
- To nie jest wina Pauli! Przecież była tu z nami, a gdyby podłożyła ogień wcześniej miałabyś teraz przed sobą kupkę popiołu! Ogarnij się! - krzyknęła Shadiga.
- Jak ty się zwracasz do przełożonej? Nie zapominaj, że to ja ci daję kasę na utrzymanie się.
- W dupie to mam. Popatrz, gdzie jesteśmy! Wszytko się zmieniło! I wszy... - Shadiga nie dokończyła. Ogień zaczął pożerać też część lasu, a z języków ognia wypadł rycząc nikt inny jak Diamantizaur. Popatrzył na naszych komandosów i jeszcze głośniej ryknął napierając na nich całym swoim ciałem. Wszyscy odskoczyli.
- Szlag by to! - krzyknęła BoneZoo.
- Musimy się rozdzielić i spotkać w jednym miejscu! - wrzasnęła wśród zgiełku i hałasu Shadiga.
- Zgoda! - odpowiedziała Victoria. - Przynajmniej w tym się zgadzamy. - Bierz Nikę, MaryAne, Marikę i ReiFujiokę. Są chyba po twojej lewej. Pozbieram swoje zabawki i wio z piaskownicy! - Shadiga pochyliła się i spojrzała na swoją przełożną spod brzucha ogromnego tytanozaura. - No leć! - rozkazała ponownie kobieta. Ogarnęła wzrokiem wszystkich. BoneZoo, Len i BlackAngel podbiegli do niej i szybko oddalili się od płonącego, dawnego miejsca bezpieczeństwa. Opcje były dwie. Diamantizaur mógł pobiec, albo za nią, albo za Shadigą.
Niestety ogromny zwierz wybrał sobie właśnie Victorię za swój cel i z rykiem, próbował dosięgnąć ich swoją potężną, monumentalną szyją.
"Zbliżamy się do oceanu! Pobiegliśmy w złą stronę" - pomyślała Victoria.
- Victorio, zaraz zacznie się skarpa! Co robimy? - wydyszała BlackAngel. Kasztanowłosa poukładała wszystko w swojej głowie i wydała jedną, prostą komendę:
- Skaczemy!
- Co? Oszalałaś?! Nie mam mowy! - przestraszył się Len.
- Róbcie co mówię! - I pomimo oporów, gdy tylko znaleźli się na skarpie, a Diamantizaur nie miał zamiaru sobie ich odpuścić, wszyscy równo skoczyli do wody. Tylko BoneZoo prześwitała przed oczami głowa i szyja Diamantizaura próbującego kogoś schwycić w skoku. Popatrzył na nich i... czerwonowłosa poczuła zimną wodę oblewającą całe ciało. Czy wszyscy przeżyli?
CDN...
Wybór! (6)
Musicie podjąć decyzję gdzie komandosi mają udać się w swoją ostatnią już podróż:
A) Port Hardy
B) Lasy Zatoki
C) Jałowy brzeg
poniedziałek, 28 marca 2016
VI
VI
BoneZoo schowała pistolet do pochwy. Wszyscy byli w wielkim podziwie, że sama pokonała aż siedem dinozaurów, a reszta w strachu przed nią uciekła.
- Nigdy nie lekceważcie sztuki walki kością! – zaśmiała się sama do siebie z podniesionym kciukiem do góry.
Uśmiech płomiennowłosej szybko jednak zgasł, gdy weszła z pozostałymi do Wioski. Doskonale pamiętała swoją poprzednią tu wizytę. Było bardzo ciemno, nie paliło się żadne światło, a w powietrzu czuć było niebezpieczeństwo. Jedynym dźwiękiem był szum wiatru. Już wtedy BoneZoo przeczuwała, że wydarzyło się coś złego, ale Nika tylko odgoniła jej obawy. Czemu nie zastanawiała się nad tym wcześniej po zobaczeniu pierwszych dinozaurów? Że faktycznie jest coś na rzeczy. Powinna od razu wrócić do tego przeklętego miejsca.
Widok był straszny. Leżące martwe dinozaury z włóczniami powbijanymi w ciało, zwłoki mężczyzn brutalnie rozszarpanych przez pazury australovenatora, ale także przez innego, nieznanego komandosom dinozaura, kobiety w kałużach krwi, a także nawet małe dzieci. Powybijane szyby w oknach, drzwi wyrwane z zawiasów. Wszystko było to niewiarygodną rzezią, na której widok robiło się słabo nawet największemu zabijace. Próbując przyzwyczaić się do panującej rzeczywistości, wszyscy zabrali się za przeszukiwania Wioski.
- To nie jest normalne! – zdenerwowała się Marika na widok kolejnego martwego i rozszarpanego ciała. – Dinozaury nie mogą ot tak sobie się tu pojawiać! Musi być tego jakieś wytłumaczenie!
- Ale nie ma. I przyzwyczaj się do tego. Dopóki nie uda nam się skontaktować z kimś z zewnątrz, musimy spróbować podołać naszej misji – Victoria weszła do sklepu.
- Ja nie mam zamiaru się do tego przyzwyczajać! – powiedziała z pewnością w głosie Nika. – Chcę zachować resztki człowieczeństwa i dlatego… - przerwała, bo w tym samym momencie na środku sklepu zmaterializowała się ta sama dziwna materia jak w Opuszczonej Jednostce Stacjonarnej, a po chwili wyskoczył z niego jakiś obcy do tej pory komandosom dinozaur z długimi jak szable pazurami. Rzucił się na Nikę, która w popłochu próbowała go z siebie zrzucić. Całą scenę przerwała Victoria, która biorąc jakiś metalowy drażek, przebiła na wylot obce stworzenie. Dinozaur padł na ziemię martwy w kałuży swojej szkarłatnej krwi, którą ochlapał także Nikę. W przerażeniu z wytrzeszczem oczu patrzyła na Victorię.
- Albo będziesz łowcą, albo zwierzyną. I przyzwyczajaj się do tego. W świecie, w którym przyszło nam teraz żyć nie ma zasad. To prawdziwa dżungla. I radzę Ci, abyś zdała sobie z tego sprawę jak najszybciej!
*
BoneZoo znajdując ukryty mechanizm w wielkiej figurze na środku wioski przedstawiającej jakieś nowozelandzkie bóstwo, wywołała wielką sensację. BlackAngel udało znaleźć się rzemykowy pasek, który mógł wprawić w ruch dwa koła w mechanizmie, ale żeby poruszały się samoistnie potrzebne były jeszcze trybiki. Oczywiście to nie jedyne przedmioty jakich potrzebowali, aby mechanizm ruszył, lecz nic więcej nie znaleźli. Mieli się już zbierać z wioski, gdy Shadiga przywołała wszystkich z wielką ekscytacją w głosie i zaaferowaniem. Była jedna chatka, której nikt nie zbadał. Chatka „E”, do której ośmieliła się wejść Shadiga.
- Mówisz, że jest w niej coś więcej niż trochę krwi i kurzu? – ReiFujioka dopytywała z nutą niedowierzania.
- Zdziwisz się - odpowiedziała absolutnie pewna swojego. Granatowłosa otworzyła drzwi chatki. Była ona jedyną bez wybitych okien i drzwi. Znajdowała się można powiedzieć „na uboczu” nic więc dziwnego, że komandosi jej nie odkryli. I nie tylko oni. Po znalezisku Shadigi oczywistym było, że i dinozaury tu nie weszły.
W rogu pokoju siedziała skulona dziewczyna o krótkich, nastroszonych blond włosach. Równie przestraszona jak inni na jej widok.
- Ojej, człowiek! – to jedyne na co mogła wysilić się MaryAne. Nikt nie mógł uwierzyć w ten niewiarygodny widok.
- Ocalała! – powiedział zduszonym okrzykiem Len.
Shadiga podeszła bliżej do dziewczyny. Na oko miała może piętnaście/szesnaście lat. Zapytała jej jak ma na imię, ale w języku którego nie rozumieli pozostali. Blondynka odpowiedziała jej nieśmiałym i cichym głosem, jakby się jej obawiała.
- Musimy ją zabrać ze sobą – oświadczyła stanowczym głosem Shadiga. – Nie możemy jej tu zostawić.
- Pewnie! – przytaknęli wszyscy. Gdy okrzyki i owacje ucichły, ktoś powoli i ironicznie zaklaskał. To była Victoria.
- Bardzo piękne przedstawienie – wycykała. – Ale nie jesteśmy pomocą społeczną. Mamy swoją misję. Nie możemy ze sobą wziąć tej małej, ani zostawić jej samej w Bazie. Będzie tylko balastem.
- Przecież to żywy człowiek! – oburzyła się MaryAne, ale Victoria ją zignorowała.
- Wśród wszystkiego co nas spotyka branie na siebie dodatkowych kłopotów nie jest odpowiednie.
- Nie nazywaj Pauli kłopotem! – wycedziła przez zaciśnięte zęby Shadiga. Obiecuję, że ja się nią zaopiekuję.
- Ty też jesteś nam potrzebna. Kto za ciebie poświadczy? Jeśli dopadnie cię jakiś asutralovenator z jej powodu, to nie licz, że przyjdziemy ci na ratunek.
- Jakoś to zniosę – odparła zimnym głosem granatowłosa, obejmując przy tym nastolatkę najmocniej jak tylko potrafiła. – Ale w życiu nie zostawię dziecka na pastwę losu. A tym bardziej na pastwę dinozaurów - Victoria podniosła podbródek do góry, ale już nic nie powiedziała, tylko odwróciła się na pięcie i wyszła z chatki. Za nią na dwór wyszły ReiFujioka i BlackAngel. Równie wystraszona Marika i Nika zostawiły Shadigę z dziewczyną.
- Skąd wiesz jak się nazywa? – zapytał Len patrząc z niepokojem na blondynkę. Ta, pokazała mu język. – Bezczelna! Poczułaś się zbyt pewnie, a jeszcze przed chwilą trzęsłaś portkami!
- Powiedziała mi to – uśmiechnęła się ciepło Shadiga.
- Znasz francuski? – zapytała zaskoczona MaryAne. – To był francuski, nie?
- Tak, bo mój narzeczony pochodził z Lotaryngii. Ona pewnie jest córką kolonisty, nie wygląda na zbyt opaloną, ale na razie dajmy jej odpocząć od pytań. Pewnie wiele przeszła.
- Był? – dopytywała MaryAne.
- To stara historia. Może kiedyś ci opowiem.
- Uważam, że pani poważna za bardzo się szarogęsi! – zaparła się rękoma BoneZoo. - Co wy na to, aby obalić monarchię? – zażartowała.
- Nie bądź głupia! – upomniała ją Shadiga. – To w końcu nasza przełożona i szefowa 13 filii Nereids. Gdyby nie ona, ten burdel w ogóle by tu nie funkcjonował. A poza tym musimy jeszcze zdecydować, gdzie teraz się udamy…
CDN...
Wybór! (5)
Gdzie komandosi mają udać się w swoją ostatnią podróż po wyspie?
A)Port Hardy
B)Lasy zatoki
C)Jałowy brzeg
D)Baza
Do gry dołącza nowy gracz: Paula.
Paula jest NPC. Nie posiada własnej woli, ani nie może samodzielnie myśleć. Jej wybory kierowane są przypadkiem i losowo generowane. Jej kwestie są zaprogramowane z góry i ma określony sposób postępowania. Traktowana jest jednak jako zwykły gracz, który także może zostać zabity. Paula nie może jednak przeszukiwać rzeczy i stawać do walki. Możecie ją chronić. Albo rzucić na pastwę losu. Wybór będzie zależał od was.
BoneZoo schowała pistolet do pochwy. Wszyscy byli w wielkim podziwie, że sama pokonała aż siedem dinozaurów, a reszta w strachu przed nią uciekła.
- Nigdy nie lekceważcie sztuki walki kością! – zaśmiała się sama do siebie z podniesionym kciukiem do góry.
Uśmiech płomiennowłosej szybko jednak zgasł, gdy weszła z pozostałymi do Wioski. Doskonale pamiętała swoją poprzednią tu wizytę. Było bardzo ciemno, nie paliło się żadne światło, a w powietrzu czuć było niebezpieczeństwo. Jedynym dźwiękiem był szum wiatru. Już wtedy BoneZoo przeczuwała, że wydarzyło się coś złego, ale Nika tylko odgoniła jej obawy. Czemu nie zastanawiała się nad tym wcześniej po zobaczeniu pierwszych dinozaurów? Że faktycznie jest coś na rzeczy. Powinna od razu wrócić do tego przeklętego miejsca.
Widok był straszny. Leżące martwe dinozaury z włóczniami powbijanymi w ciało, zwłoki mężczyzn brutalnie rozszarpanych przez pazury australovenatora, ale także przez innego, nieznanego komandosom dinozaura, kobiety w kałużach krwi, a także nawet małe dzieci. Powybijane szyby w oknach, drzwi wyrwane z zawiasów. Wszystko było to niewiarygodną rzezią, na której widok robiło się słabo nawet największemu zabijace. Próbując przyzwyczaić się do panującej rzeczywistości, wszyscy zabrali się za przeszukiwania Wioski.
- To nie jest normalne! – zdenerwowała się Marika na widok kolejnego martwego i rozszarpanego ciała. – Dinozaury nie mogą ot tak sobie się tu pojawiać! Musi być tego jakieś wytłumaczenie!
- Ale nie ma. I przyzwyczaj się do tego. Dopóki nie uda nam się skontaktować z kimś z zewnątrz, musimy spróbować podołać naszej misji – Victoria weszła do sklepu.
- Ja nie mam zamiaru się do tego przyzwyczajać! – powiedziała z pewnością w głosie Nika. – Chcę zachować resztki człowieczeństwa i dlatego… - przerwała, bo w tym samym momencie na środku sklepu zmaterializowała się ta sama dziwna materia jak w Opuszczonej Jednostce Stacjonarnej, a po chwili wyskoczył z niego jakiś obcy do tej pory komandosom dinozaur z długimi jak szable pazurami. Rzucił się na Nikę, która w popłochu próbowała go z siebie zrzucić. Całą scenę przerwała Victoria, która biorąc jakiś metalowy drażek, przebiła na wylot obce stworzenie. Dinozaur padł na ziemię martwy w kałuży swojej szkarłatnej krwi, którą ochlapał także Nikę. W przerażeniu z wytrzeszczem oczu patrzyła na Victorię.
- Albo będziesz łowcą, albo zwierzyną. I przyzwyczajaj się do tego. W świecie, w którym przyszło nam teraz żyć nie ma zasad. To prawdziwa dżungla. I radzę Ci, abyś zdała sobie z tego sprawę jak najszybciej!
*
BoneZoo znajdując ukryty mechanizm w wielkiej figurze na środku wioski przedstawiającej jakieś nowozelandzkie bóstwo, wywołała wielką sensację. BlackAngel udało znaleźć się rzemykowy pasek, który mógł wprawić w ruch dwa koła w mechanizmie, ale żeby poruszały się samoistnie potrzebne były jeszcze trybiki. Oczywiście to nie jedyne przedmioty jakich potrzebowali, aby mechanizm ruszył, lecz nic więcej nie znaleźli. Mieli się już zbierać z wioski, gdy Shadiga przywołała wszystkich z wielką ekscytacją w głosie i zaaferowaniem. Była jedna chatka, której nikt nie zbadał. Chatka „E”, do której ośmieliła się wejść Shadiga.
- Mówisz, że jest w niej coś więcej niż trochę krwi i kurzu? – ReiFujioka dopytywała z nutą niedowierzania.
- Zdziwisz się - odpowiedziała absolutnie pewna swojego. Granatowłosa otworzyła drzwi chatki. Była ona jedyną bez wybitych okien i drzwi. Znajdowała się można powiedzieć „na uboczu” nic więc dziwnego, że komandosi jej nie odkryli. I nie tylko oni. Po znalezisku Shadigi oczywistym było, że i dinozaury tu nie weszły.
W rogu pokoju siedziała skulona dziewczyna o krótkich, nastroszonych blond włosach. Równie przestraszona jak inni na jej widok.
- Ojej, człowiek! – to jedyne na co mogła wysilić się MaryAne. Nikt nie mógł uwierzyć w ten niewiarygodny widok.
- Ocalała! – powiedział zduszonym okrzykiem Len.
Shadiga podeszła bliżej do dziewczyny. Na oko miała może piętnaście/szesnaście lat. Zapytała jej jak ma na imię, ale w języku którego nie rozumieli pozostali. Blondynka odpowiedziała jej nieśmiałym i cichym głosem, jakby się jej obawiała.
- Musimy ją zabrać ze sobą – oświadczyła stanowczym głosem Shadiga. – Nie możemy jej tu zostawić.
- Pewnie! – przytaknęli wszyscy. Gdy okrzyki i owacje ucichły, ktoś powoli i ironicznie zaklaskał. To była Victoria.
- Bardzo piękne przedstawienie – wycykała. – Ale nie jesteśmy pomocą społeczną. Mamy swoją misję. Nie możemy ze sobą wziąć tej małej, ani zostawić jej samej w Bazie. Będzie tylko balastem.
- Przecież to żywy człowiek! – oburzyła się MaryAne, ale Victoria ją zignorowała.
- Wśród wszystkiego co nas spotyka branie na siebie dodatkowych kłopotów nie jest odpowiednie.
- Nie nazywaj Pauli kłopotem! – wycedziła przez zaciśnięte zęby Shadiga. Obiecuję, że ja się nią zaopiekuję.
- Ty też jesteś nam potrzebna. Kto za ciebie poświadczy? Jeśli dopadnie cię jakiś asutralovenator z jej powodu, to nie licz, że przyjdziemy ci na ratunek.
- Jakoś to zniosę – odparła zimnym głosem granatowłosa, obejmując przy tym nastolatkę najmocniej jak tylko potrafiła. – Ale w życiu nie zostawię dziecka na pastwę losu. A tym bardziej na pastwę dinozaurów - Victoria podniosła podbródek do góry, ale już nic nie powiedziała, tylko odwróciła się na pięcie i wyszła z chatki. Za nią na dwór wyszły ReiFujioka i BlackAngel. Równie wystraszona Marika i Nika zostawiły Shadigę z dziewczyną.
- Skąd wiesz jak się nazywa? – zapytał Len patrząc z niepokojem na blondynkę. Ta, pokazała mu język. – Bezczelna! Poczułaś się zbyt pewnie, a jeszcze przed chwilą trzęsłaś portkami!
- Powiedziała mi to – uśmiechnęła się ciepło Shadiga.
- Znasz francuski? – zapytała zaskoczona MaryAne. – To był francuski, nie?
- Tak, bo mój narzeczony pochodził z Lotaryngii. Ona pewnie jest córką kolonisty, nie wygląda na zbyt opaloną, ale na razie dajmy jej odpocząć od pytań. Pewnie wiele przeszła.
- Był? – dopytywała MaryAne.
- To stara historia. Może kiedyś ci opowiem.
- Uważam, że pani poważna za bardzo się szarogęsi! – zaparła się rękoma BoneZoo. - Co wy na to, aby obalić monarchię? – zażartowała.
- Nie bądź głupia! – upomniała ją Shadiga. – To w końcu nasza przełożona i szefowa 13 filii Nereids. Gdyby nie ona, ten burdel w ogóle by tu nie funkcjonował. A poza tym musimy jeszcze zdecydować, gdzie teraz się udamy…
CDN...
Wybór! (5)
Gdzie komandosi mają udać się w swoją ostatnią podróż po wyspie?
A)Port Hardy
B)Lasy zatoki
C)Jałowy brzeg
D)Baza
Do gry dołącza nowy gracz: Paula.
Paula jest NPC. Nie posiada własnej woli, ani nie może samodzielnie myśleć. Jej wybory kierowane są przypadkiem i losowo generowane. Jej kwestie są zaprogramowane z góry i ma określony sposób postępowania. Traktowana jest jednak jako zwykły gracz, który także może zostać zabity. Paula nie może jednak przeszukiwać rzeczy i stawać do walki. Możecie ją chronić. Albo rzucić na pastwę losu. Wybór będzie zależał od was.
sobota, 26 marca 2016
V
(Przypominam, że fabuła miała w tym miejscu być dokończona odnośnie przeszukiwanek)
Wszyscy uporczywie próbowali znaleźć cokolwiek, co pozwoliłoby im przetrwać w dżungli na wyspie i nie zostać zjedzonymi. Niestety wśród gruzów i ruin dawnej jednostki stacjonarnej trudno było znaleźć coś, co nie przypominało tynku ze ścian, czy kawałka cegły.
Po wielkiej i uporczywej frustracji narastającej w powietrzu i wśród zimna, które przedzierało się przez zniszczone ściany budynku na zewnątrz, nasi komandosi w końcu coś znaleźli.
- Patrzcie, patrzcie! – krzyczała zaaferowana MaryAne. Wszyscy z entuzjazmem pobiegli do pomieszczenia w którym się znajdowała. Z ziemi podniosła dziwną, szafirową kartę ze złotym paskiem na boku. Plastikowa płytka posiadała na wierzchu ciąg wypustek, zdjęcie jakiegoś mężczyzny i jego nazwisko. Nika pojęła kartę w palce.
- Hmm… To chyba jakaś karta ID. Musimy tylko dowiedzieć się do czego pasuje.
- Albo może być też tak, że otwierała coś, co już nie istnieje. I mam na myśli coś w tej bazie. Wtedy na niewiele nam się przyda - westchnęła granatowłosa.
- Głowa do góry! Bardzo dobrze się spisałaś! – Victoria poklepała koleżankę po plecach. – Nawet jeśli do niczego nam nie otworzy, na pewno przyda się do czegoś innego. Schowaj ją! – poleciła.
- Ja bym się tu rozejrzała za czymś innym niż kawałek plastiku. Mam 200 liwrów. Jeszcze pięć stówek i w końcu będzie mnie stać na najtańszą broń! – pochwaliła się BoneZoo.
- Skąd je wzięłaś? Nie mów, że leżały na ziemi?! – Victoria w odpowiedzi dostała tylko wzruszenie ramionami i potwierdzające słowa ReiFujioki.
- Ja znalazłam tylko 100 liwrów. Farciara.
Gdy wszyscy przeszukali nawet najmniejszy kamyczek na i tak niewielkim obszarze, rozpoczęły się gorące dyskusje dotyczące tego, czy w ogóle warto wchodzić na wyższy poziom. Oczywiście każdy zdawał sobie sprawę z czyhającego niebezpieczeństwa. Strop w każdej chwili mógłby się zarwać i ewentualnie ktoś mógłby zginąć od upadku na ostre i twarde kawałki gruzów. W najlepszym razie tylko się poobijać. Jednak ryzyko było wciąż duże. Nawet, jeśli ktoś doznałby obrażeń nie wiadomo było, czy mógłby dalej uczestniczyć w ekspedycji. W takim wypadku można by tę osobę od razu zabić i skrócić jej męki, albo dać jej umrzeć w strachu oczekiwania na śmierć.
- Nie sądzę, aby rozważnym było wejście na górę! – powiedział ostrożnie Len. – Jak znam życie, to na górze i tak znajdziemy tylko stertę gruzów jak tu.
- Zgadzam się! – poparła Marika. – To, że znaleźliśmy trochę pieniędzy, jedną kartę z którą nie wiemy co zrobić i apteczkę nie oznacza, że trafiliśmy na żyłę złota. Tak naprawdę to spustoszone ruiny. Znajdując te kilka przedmiotów mieliśmy szczęście i tyle!
- To ważne co mówicie – przytaknęła Victoria.
- Nawet jeśli nic nie znajdziemy… - BlackAngel nabrała powietrza w płuca. - … to zawsze mamy pewność i wiedzę. Gdybyśmy tam nie weszli, a czegoś by nam zabrakło, to zapewniam was, że niejeden by sobie pomyślał: „Co by było gdybyśmy tam weszli…”. Dlatego w moim przekonaniu powinniśmy tam wejść. Aby rozwiać niedomówienia.
- To ważne – przytaknęła Shadiga. – Ale musimy być jednomyślni. Jeśli część będzie na górze, część na dole, a ta góra kamulców spadnie wam na łby, to co wtedy poczniemy? Musimy zdecydować, co robimy!
- A część z nas nie może po prostu wyjść na zewnątrz skoro tak się boi? – polemizowała Nika. Victoria obrzuciła ją piorunującym spojrzeniem, który wstrząsnął blondynką.
- Nie. Jesteśmy grupą i wszystko robimy razem. Jeśli dojdzie pomiędzy nami do podziałów, to wkrótce i my się rozpadniemy. Podejmujemy jedną decyzję wspólnie! Wchodzimy?
- Wchodzimy – odparły zgodnie chórem Rei i Shadiga.
- Oczywiście, że wchodzimy! – powiedziała z pełną werwą i energicznie BlackAngel.
- Idziemy! – BoneZoo podniosła kciuk do góry zaciskając pięść. Len, MaryAne i Marika popatrzyli na pozostałych znacząco.
- No niech będzie – blondyn przemówił w imieniu pozostałych. - Ale wy przodem.
- Żartujesz? My pójdziemy, a wy sobie uciekniecie! Wy idziecie jak pierwsi! – obruszyła się ReiFujioka.
Czując, że nie mają wielkiego wyboru, Ci głosujący na „nie” w sprawie zbadania wyższego piętra, przeszli przez gruzowisko i w pokoju oznaczonym przez komandosów literą „E” weszli po schodach na górę czując na swoich plecach groźne oddechy pozostałych (czuła to zwłaszcza Marika, bo szła na końcu, przed Victorią). Prawda o II piętrze miała im być za chwilę ujawniona.
Gdy już wszyscy znajdowali się na tej budzącej niepokój i lęk wyższej kondygnacji, Victoria otworzyła pewnym ruchem ręki drzwi, które były na tym piętrze jedynymi. Wszystko pozostałe było pozostałościami po poziomie, którego większa część runęła na to niższe dzięki wielkiej łapie Diamantozaura. To, co ujrzeli, przeszło ich najśmielsze oczekiwania.
Na ziemi leżał człowiek w kałuży krwi w lekarskim kitlu, łapczywie chwytający powietrze i trzymający się za zakrwawiony bok. Obok można było dostrzec krwawe ślady pazurów i odciski łap australovenatora. Jako pierwsza zdążyła do niego podbiec ReiFujioka i bez zbędnych ogródek zapytała:
- Co się stało? Wszystko w porządku? Shadiga, daj apteczkę!
- Przy… - mówił, krztusząc się krwią. Widocznie mówienie sprawiało mu wiele bólu. -… przysłano was tutaj? Jeste… jesteście z eki… ratunkowej?
- Tak. Po to tu przybyliśmy – skłamała Victoria. – Opowiedz wszystko na ile możesz.
- Dziękuję, ale to nie będzie… potrzebne – odgonił ruchem ręki zbliżającą się do niego Shadigę gotową poświęcić swoją apteczkę. – Mój czas… moje życie… i tak jest… aju. – Ten idiota! Argh! – złapał się kurczowo za pierś. Dopiero teraz komandosi dostrzegli, że i tu został zraniony. Nie mogąc powstrzymać torsji, mężczyzna zwymiotował krwią wprost na klęczącą przy nim Victorię i ochlapując przy okazji Rei i Shadigę, które były najbliżej.
- O kim mówisz? – zapytała Marika.
- Aura… Auramera. Wszyscy myśleli, że on nie żyje, ale… ale to nieprawda. On jest tu… chwilę… jak … jawiły się tu te… ory, on uciekł w głąb dżungli zaszywając się w swojej kryjówce. Nikt nie miał tam dostępu, tylko on. To było jego… labora…ium przez osta… dwa lata. Argh! – kolejne splunięcie krwią.
- Czekaj moment. Wiesz, jak pojawiły się tu dinozaury? – podeszła bliżej MaryAne.
- To nie jest teraz ważne! – powiedziała ostro Victoria. – Najważniejsze pytanie, to: Czy to „ten” Auramera? – zapytała ze zgrozą w oczach. Mężczyzna pokiwał głową. Tylko na tyle starczyło mu sił, po czym padł martwy na ziemię.
- To cud, że przeżył tak długi czas – stwierdziła Marika.
- On tu nie kituje od kilku dni, nie ma prawa – zaprzeczyła Nika. – Musiał skądś przybyć, a dorwały go dinozaury. Pytanie tylko skąd… Zapewne wiedział od nas o wiele więcej. A teraz…
- Powiedział wystarczająco dużo – odparła rzeczowo Victoria. – Tak naprawdę coś wiemy. I mamy nowe zadanie do spełnienia!
- Wiesz, kim jest Auramera, o którym mówił? – zapytał ostrożnie Len. Victoria już otworzyła usta, gotowa na odpowiedź, gdy wszyscy zerwali się na równe nogi reagując na krzyk Mariki. Przestraszona, wskazywała na kąt pomieszczenia. Wszyscy przybliżyli wzrok. W rogu pokoju znajdowała się trudna do opisania sieć… a może to była substancja? Wszystko jednak tak jakby rozmywało się, jakby „coś” przeźroczystego i galaretowatego przed nimi stało. Po chwili z tego „czegoś” wyskoczył pełen agresji Australovenator, ale tak naprawdę wyglądało to tak, jak gdyby po prostu się tu zmaterializował. Naskoczył na BoneZoo znajdującą się najbliżej. Ta, uderzyła w jego bok z całej siły łokciem, czym spowodowała stracenie przez niego równowagi i upadek z wysokości na niższe piętro. Z racji spadnięcia na głowę nikt nie zastanawiał się, czy przeżył. Tylko z nowymi informacjami zeszli na dół.
*
W końcu dotarli do Wioski. Lecz nie wiedząc, co przeszukać, postanowili zdać się na intuicję. Jednak po tym, co zobaczyli w jednostce stacjonarnej, przeczuwali, że i teraz nie będzie pięknie i wesoło. Bo coraz bardziej zdawali sobie sprawę nad czyhającym nad nimi niebezpieczeństwem.
CDN...
(Przypominam, że fabuła miała w tym miejscu być dokończona odnośnie przeszukiwanek)
Wszyscy uporczywie próbowali znaleźć cokolwiek, co pozwoliłoby im przetrwać w dżungli na wyspie i nie zostać zjedzonymi. Niestety wśród gruzów i ruin dawnej jednostki stacjonarnej trudno było znaleźć coś, co nie przypominało tynku ze ścian, czy kawałka cegły.
Po wielkiej i uporczywej frustracji narastającej w powietrzu i wśród zimna, które przedzierało się przez zniszczone ściany budynku na zewnątrz, nasi komandosi w końcu coś znaleźli.
- Patrzcie, patrzcie! – krzyczała zaaferowana MaryAne. Wszyscy z entuzjazmem pobiegli do pomieszczenia w którym się znajdowała. Z ziemi podniosła dziwną, szafirową kartę ze złotym paskiem na boku. Plastikowa płytka posiadała na wierzchu ciąg wypustek, zdjęcie jakiegoś mężczyzny i jego nazwisko. Nika pojęła kartę w palce.
- Hmm… To chyba jakaś karta ID. Musimy tylko dowiedzieć się do czego pasuje.
- Albo może być też tak, że otwierała coś, co już nie istnieje. I mam na myśli coś w tej bazie. Wtedy na niewiele nam się przyda - westchnęła granatowłosa.
- Głowa do góry! Bardzo dobrze się spisałaś! – Victoria poklepała koleżankę po plecach. – Nawet jeśli do niczego nam nie otworzy, na pewno przyda się do czegoś innego. Schowaj ją! – poleciła.
- Ja bym się tu rozejrzała za czymś innym niż kawałek plastiku. Mam 200 liwrów. Jeszcze pięć stówek i w końcu będzie mnie stać na najtańszą broń! – pochwaliła się BoneZoo.
- Skąd je wzięłaś? Nie mów, że leżały na ziemi?! – Victoria w odpowiedzi dostała tylko wzruszenie ramionami i potwierdzające słowa ReiFujioki.
- Ja znalazłam tylko 100 liwrów. Farciara.
Gdy wszyscy przeszukali nawet najmniejszy kamyczek na i tak niewielkim obszarze, rozpoczęły się gorące dyskusje dotyczące tego, czy w ogóle warto wchodzić na wyższy poziom. Oczywiście każdy zdawał sobie sprawę z czyhającego niebezpieczeństwa. Strop w każdej chwili mógłby się zarwać i ewentualnie ktoś mógłby zginąć od upadku na ostre i twarde kawałki gruzów. W najlepszym razie tylko się poobijać. Jednak ryzyko było wciąż duże. Nawet, jeśli ktoś doznałby obrażeń nie wiadomo było, czy mógłby dalej uczestniczyć w ekspedycji. W takim wypadku można by tę osobę od razu zabić i skrócić jej męki, albo dać jej umrzeć w strachu oczekiwania na śmierć.
- Nie sądzę, aby rozważnym było wejście na górę! – powiedział ostrożnie Len. – Jak znam życie, to na górze i tak znajdziemy tylko stertę gruzów jak tu.
- Zgadzam się! – poparła Marika. – To, że znaleźliśmy trochę pieniędzy, jedną kartę z którą nie wiemy co zrobić i apteczkę nie oznacza, że trafiliśmy na żyłę złota. Tak naprawdę to spustoszone ruiny. Znajdując te kilka przedmiotów mieliśmy szczęście i tyle!
- To ważne co mówicie – przytaknęła Victoria.
- Nawet jeśli nic nie znajdziemy… - BlackAngel nabrała powietrza w płuca. - … to zawsze mamy pewność i wiedzę. Gdybyśmy tam nie weszli, a czegoś by nam zabrakło, to zapewniam was, że niejeden by sobie pomyślał: „Co by było gdybyśmy tam weszli…”. Dlatego w moim przekonaniu powinniśmy tam wejść. Aby rozwiać niedomówienia.
- To ważne – przytaknęła Shadiga. – Ale musimy być jednomyślni. Jeśli część będzie na górze, część na dole, a ta góra kamulców spadnie wam na łby, to co wtedy poczniemy? Musimy zdecydować, co robimy!
- A część z nas nie może po prostu wyjść na zewnątrz skoro tak się boi? – polemizowała Nika. Victoria obrzuciła ją piorunującym spojrzeniem, który wstrząsnął blondynką.
- Nie. Jesteśmy grupą i wszystko robimy razem. Jeśli dojdzie pomiędzy nami do podziałów, to wkrótce i my się rozpadniemy. Podejmujemy jedną decyzję wspólnie! Wchodzimy?
- Wchodzimy – odparły zgodnie chórem Rei i Shadiga.
- Oczywiście, że wchodzimy! – powiedziała z pełną werwą i energicznie BlackAngel.
- Idziemy! – BoneZoo podniosła kciuk do góry zaciskając pięść. Len, MaryAne i Marika popatrzyli na pozostałych znacząco.
- No niech będzie – blondyn przemówił w imieniu pozostałych. - Ale wy przodem.
- Żartujesz? My pójdziemy, a wy sobie uciekniecie! Wy idziecie jak pierwsi! – obruszyła się ReiFujioka.
Czując, że nie mają wielkiego wyboru, Ci głosujący na „nie” w sprawie zbadania wyższego piętra, przeszli przez gruzowisko i w pokoju oznaczonym przez komandosów literą „E” weszli po schodach na górę czując na swoich plecach groźne oddechy pozostałych (czuła to zwłaszcza Marika, bo szła na końcu, przed Victorią). Prawda o II piętrze miała im być za chwilę ujawniona.
Gdy już wszyscy znajdowali się na tej budzącej niepokój i lęk wyższej kondygnacji, Victoria otworzyła pewnym ruchem ręki drzwi, które były na tym piętrze jedynymi. Wszystko pozostałe było pozostałościami po poziomie, którego większa część runęła na to niższe dzięki wielkiej łapie Diamantozaura. To, co ujrzeli, przeszło ich najśmielsze oczekiwania.
Na ziemi leżał człowiek w kałuży krwi w lekarskim kitlu, łapczywie chwytający powietrze i trzymający się za zakrwawiony bok. Obok można było dostrzec krwawe ślady pazurów i odciski łap australovenatora. Jako pierwsza zdążyła do niego podbiec ReiFujioka i bez zbędnych ogródek zapytała:
- Co się stało? Wszystko w porządku? Shadiga, daj apteczkę!
- Przy… - mówił, krztusząc się krwią. Widocznie mówienie sprawiało mu wiele bólu. -… przysłano was tutaj? Jeste… jesteście z eki… ratunkowej?
- Tak. Po to tu przybyliśmy – skłamała Victoria. – Opowiedz wszystko na ile możesz.
- Dziękuję, ale to nie będzie… potrzebne – odgonił ruchem ręki zbliżającą się do niego Shadigę gotową poświęcić swoją apteczkę. – Mój czas… moje życie… i tak jest… aju. – Ten idiota! Argh! – złapał się kurczowo za pierś. Dopiero teraz komandosi dostrzegli, że i tu został zraniony. Nie mogąc powstrzymać torsji, mężczyzna zwymiotował krwią wprost na klęczącą przy nim Victorię i ochlapując przy okazji Rei i Shadigę, które były najbliżej.
- O kim mówisz? – zapytała Marika.
- Aura… Auramera. Wszyscy myśleli, że on nie żyje, ale… ale to nieprawda. On jest tu… chwilę… jak … jawiły się tu te… ory, on uciekł w głąb dżungli zaszywając się w swojej kryjówce. Nikt nie miał tam dostępu, tylko on. To było jego… labora…ium przez osta… dwa lata. Argh! – kolejne splunięcie krwią.
- Czekaj moment. Wiesz, jak pojawiły się tu dinozaury? – podeszła bliżej MaryAne.
- To nie jest teraz ważne! – powiedziała ostro Victoria. – Najważniejsze pytanie, to: Czy to „ten” Auramera? – zapytała ze zgrozą w oczach. Mężczyzna pokiwał głową. Tylko na tyle starczyło mu sił, po czym padł martwy na ziemię.
- To cud, że przeżył tak długi czas – stwierdziła Marika.
- On tu nie kituje od kilku dni, nie ma prawa – zaprzeczyła Nika. – Musiał skądś przybyć, a dorwały go dinozaury. Pytanie tylko skąd… Zapewne wiedział od nas o wiele więcej. A teraz…
- Powiedział wystarczająco dużo – odparła rzeczowo Victoria. – Tak naprawdę coś wiemy. I mamy nowe zadanie do spełnienia!
- Wiesz, kim jest Auramera, o którym mówił? – zapytał ostrożnie Len. Victoria już otworzyła usta, gotowa na odpowiedź, gdy wszyscy zerwali się na równe nogi reagując na krzyk Mariki. Przestraszona, wskazywała na kąt pomieszczenia. Wszyscy przybliżyli wzrok. W rogu pokoju znajdowała się trudna do opisania sieć… a może to była substancja? Wszystko jednak tak jakby rozmywało się, jakby „coś” przeźroczystego i galaretowatego przed nimi stało. Po chwili z tego „czegoś” wyskoczył pełen agresji Australovenator, ale tak naprawdę wyglądało to tak, jak gdyby po prostu się tu zmaterializował. Naskoczył na BoneZoo znajdującą się najbliżej. Ta, uderzyła w jego bok z całej siły łokciem, czym spowodowała stracenie przez niego równowagi i upadek z wysokości na niższe piętro. Z racji spadnięcia na głowę nikt nie zastanawiał się, czy przeżył. Tylko z nowymi informacjami zeszli na dół.
*
W końcu dotarli do Wioski. Lecz nie wiedząc, co przeszukać, postanowili zdać się na intuicję. Jednak po tym, co zobaczyli w jednostce stacjonarnej, przeczuwali, że i teraz nie będzie pięknie i wesoło. Bo coraz bardziej zdawali sobie sprawę nad czyhającym nad nimi niebezpieczeństwem.
CDN...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



