VI
BoneZoo schowała pistolet do pochwy. Wszyscy byli w wielkim podziwie, że
sama pokonała aż siedem dinozaurów, a reszta w strachu przed nią
uciekła.
- Nigdy nie lekceważcie sztuki walki kością! – zaśmiała się sama do siebie z podniesionym kciukiem do góry.
Uśmiech płomiennowłosej szybko jednak zgasł, gdy weszła z pozostałymi
do Wioski. Doskonale pamiętała swoją poprzednią tu wizytę. Było bardzo
ciemno, nie paliło się żadne światło, a w powietrzu czuć było
niebezpieczeństwo. Jedynym dźwiękiem był szum wiatru. Już wtedy BoneZoo
przeczuwała, że wydarzyło się coś złego, ale Nika tylko odgoniła jej
obawy. Czemu nie zastanawiała się nad tym wcześniej po zobaczeniu
pierwszych dinozaurów? Że faktycznie jest coś na rzeczy. Powinna od razu
wrócić do tego przeklętego miejsca.
Widok był straszny. Leżące martwe dinozaury z włóczniami powbijanymi w
ciało, zwłoki mężczyzn brutalnie rozszarpanych przez pazury
australovenatora, ale także przez innego, nieznanego komandosom
dinozaura, kobiety w kałużach krwi, a także nawet małe dzieci.
Powybijane szyby w oknach, drzwi wyrwane z zawiasów. Wszystko było to
niewiarygodną rzezią, na której widok robiło się słabo nawet
największemu zabijace. Próbując przyzwyczaić się do panującej
rzeczywistości, wszyscy zabrali się za przeszukiwania Wioski.
- To nie jest normalne! – zdenerwowała się Marika na widok kolejnego
martwego i rozszarpanego ciała. – Dinozaury nie mogą ot tak sobie się tu
pojawiać! Musi być tego jakieś wytłumaczenie!
- Ale nie ma. I przyzwyczaj się do tego. Dopóki nie uda nam się
skontaktować z kimś z zewnątrz, musimy spróbować podołać naszej misji –
Victoria weszła do sklepu.
- Ja nie mam zamiaru się do tego przyzwyczajać! – powiedziała z
pewnością w głosie Nika. – Chcę zachować resztki człowieczeństwa i
dlatego… - przerwała, bo w tym samym momencie na środku sklepu
zmaterializowała się ta sama dziwna materia jak w Opuszczonej Jednostce
Stacjonarnej, a po chwili wyskoczył z niego jakiś obcy do tej pory
komandosom dinozaur z długimi jak szable pazurami. Rzucił się na Nikę,
która w popłochu próbowała go z siebie zrzucić. Całą scenę przerwała
Victoria, która biorąc jakiś metalowy drażek, przebiła na wylot obce
stworzenie. Dinozaur padł na ziemię martwy w kałuży swojej szkarłatnej
krwi, którą ochlapał także Nikę. W przerażeniu z wytrzeszczem oczu
patrzyła na Victorię.
- Albo będziesz łowcą, albo zwierzyną. I przyzwyczajaj się do tego. W
świecie, w którym przyszło nam teraz żyć nie ma zasad. To prawdziwa
dżungla. I radzę Ci, abyś zdała sobie z tego sprawę jak najszybciej!
*
BoneZoo znajdując ukryty mechanizm w wielkiej figurze na środku wioski
przedstawiającej jakieś nowozelandzkie bóstwo, wywołała wielką sensację.
BlackAngel udało znaleźć się rzemykowy pasek, który mógł wprawić w ruch
dwa koła w mechanizmie, ale żeby poruszały się samoistnie potrzebne
były jeszcze trybiki. Oczywiście to nie jedyne przedmioty jakich
potrzebowali, aby mechanizm ruszył, lecz nic więcej nie znaleźli. Mieli
się już zbierać z wioski, gdy Shadiga przywołała wszystkich z wielką
ekscytacją w głosie i zaaferowaniem. Była jedna chatka, której nikt nie
zbadał. Chatka „E”, do której ośmieliła się wejść Shadiga.
- Mówisz, że jest w niej coś więcej niż trochę krwi i kurzu? – ReiFujioka dopytywała z nutą niedowierzania.
- Zdziwisz się - odpowiedziała absolutnie pewna swojego. Granatowłosa
otworzyła drzwi chatki. Była ona jedyną bez wybitych okien i drzwi.
Znajdowała się można powiedzieć „na uboczu” nic więc dziwnego, że
komandosi jej nie odkryli. I nie tylko oni. Po znalezisku Shadigi
oczywistym było, że i dinozaury tu nie weszły.
W rogu pokoju siedziała skulona dziewczyna o krótkich, nastroszonych blond włosach. Równie przestraszona jak inni na jej widok.
- Ojej, człowiek! – to jedyne na co mogła wysilić się MaryAne. Nikt nie mógł uwierzyć w ten niewiarygodny widok.
- Ocalała! – powiedział zduszonym okrzykiem Len.
Shadiga podeszła bliżej do dziewczyny. Na oko miała może
piętnaście/szesnaście lat. Zapytała jej jak ma na imię, ale w języku
którego nie rozumieli pozostali. Blondynka odpowiedziała jej nieśmiałym i
cichym głosem, jakby się jej obawiała.
- Musimy ją zabrać ze sobą – oświadczyła stanowczym głosem Shadiga. – Nie możemy jej tu zostawić.
- Pewnie! – przytaknęli wszyscy. Gdy okrzyki i owacje ucichły, ktoś powoli i ironicznie zaklaskał. To była Victoria.
- Bardzo piękne przedstawienie – wycykała. – Ale nie jesteśmy pomocą
społeczną. Mamy swoją misję. Nie możemy ze sobą wziąć tej małej, ani
zostawić jej samej w Bazie. Będzie tylko balastem.
- Przecież to żywy człowiek! – oburzyła się MaryAne, ale Victoria ją zignorowała.
- Wśród wszystkiego co nas spotyka branie na siebie dodatkowych kłopotów nie jest odpowiednie.
- Nie nazywaj Pauli kłopotem! – wycedziła przez zaciśnięte zęby Shadiga. Obiecuję, że ja się nią zaopiekuję.
- Ty też jesteś nam potrzebna. Kto za ciebie poświadczy? Jeśli dopadnie
cię jakiś asutralovenator z jej powodu, to nie licz, że przyjdziemy ci
na ratunek.
- Jakoś to zniosę – odparła zimnym głosem granatowłosa, obejmując przy
tym nastolatkę najmocniej jak tylko potrafiła. – Ale w życiu nie
zostawię dziecka na pastwę losu. A tym bardziej na pastwę dinozaurów -
Victoria podniosła podbródek do góry, ale już nic nie powiedziała, tylko
odwróciła się na pięcie i wyszła z chatki. Za nią na dwór wyszły
ReiFujioka i BlackAngel. Równie wystraszona Marika i Nika zostawiły
Shadigę z dziewczyną.
- Skąd wiesz jak się nazywa? – zapytał Len patrząc z niepokojem na
blondynkę. Ta, pokazała mu język. – Bezczelna! Poczułaś się zbyt pewnie,
a jeszcze przed chwilą trzęsłaś portkami!
- Powiedziała mi to – uśmiechnęła się ciepło Shadiga.
- Znasz francuski? – zapytała zaskoczona MaryAne. – To był francuski, nie?
- Tak, bo mój narzeczony pochodził z Lotaryngii. Ona pewnie jest córką
kolonisty, nie wygląda na zbyt opaloną, ale na razie dajmy jej odpocząć
od pytań. Pewnie wiele przeszła.
- Był? – dopytywała MaryAne.
- To stara historia. Może kiedyś ci opowiem.
- Uważam, że pani poważna za bardzo się szarogęsi! – zaparła się rękoma
BoneZoo. - Co wy na to, aby obalić monarchię? – zażartowała.
- Nie bądź głupia! – upomniała ją Shadiga. – To w końcu nasza przełożona
i szefowa 13 filii Nereids. Gdyby nie ona, ten burdel w ogóle by tu nie
funkcjonował. A poza tym musimy jeszcze zdecydować, gdzie teraz się
udamy…
CDN...
Wybór! (5)
Gdzie komandosi mają udać się w swoją ostatnią podróż po wyspie?
A)Port Hardy
B)Lasy zatoki
C)Jałowy brzeg
D)Baza
Do gry dołącza nowy gracz: Paula.
Paula jest NPC. Nie posiada własnej woli, ani nie może samodzielnie
myśleć. Jej wybory kierowane są przypadkiem i losowo generowane. Jej
kwestie są zaprogramowane z góry i ma określony sposób postępowania.
Traktowana jest jednak jako zwykły gracz, który także może zostać
zabity. Paula nie może jednak przeszukiwać rzeczy i stawać do walki.
Możecie ją chronić. Albo rzucić na pastwę losu. Wybór będzie zależał od
was.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz