niedziela, 20 marca 2016

I

I
-Oto ona! Wyspa D'Urville! -wskazała z okna Nika na majaczący się pod samolotem zielony, obszerny obiekt. -Zaraz będziemy wyskakiwać.
-Myślicie, że to prawda co mówią? -pochyliła się ReiFujioka. Jej czarne włosy spadły z ramion dygotając z ruchem jej głowy.
-Nie wiemy. I właśnie dlatego powinniśmy tam jak najszybciej dotrzeć. -Zbyła szybko koleżankę, BoneZoo. Oczywiście miały na myśli Thousand Energy - kontrowersyjny projekt czystej energii, którego źródło miało rzekomo znajdować się na wyspie.
- Czerwona lampka! -wskazała Victoria na lampę świecącą się przy wyjściu z pokładu. -Macie wszyscy spadochrony? -wstała i obeszła wszystkich. Popatrzyła na nich uważnym wzrokiem i pokiwała głową. - Okej. A więc chcę uzyskać od was ostatnie pytanie: Jesteście gotowi? Jeśli ktokolwiek chce teraz się wycofać ma szansę. Potem... nie będzie odwrotu! -poważnie na wszystkich popatrzyła. Nikt nawet nie śmiał podnieść wzroku na dziewczynę. Wszyscy w milczeniu albo ją obserwowali, albo patrzyli w czubki swoich butów, co przy okazji odróżniało nowicjuszy od pełnoprawnych członków Nereids. Dziewczyna otworzyła właz samolotu i ruchem ręki zagoniła wszystkich do skoku. Pilnując komandosów, sama wykonała skok na samym końcu modląc się w duchu o powodzenie misji. Jeśli ich ekspedycja się powiedzie, Nereids będzie mogło sprzedawać czystą energię wszystkim państwom świata.
Kasztanowłosa wstrzymała oddech, kiedy ostre powietrze raniło ją w płuca. Szybkim i zdecydowanym ruchem ręki pociągnęła za linkę od spadochronu. Obejrzała wszystkich dookoła. Uczynili to samo jeden po drugim.
Jej niepokój wywołał gwałtowny wiatr. "Jasna cholera" - pomyślała. Uaktywniła swój nadajnik wyglądający jak DC Mini i powiedziała do słuchawki jednocześnie uważając, aby nie stracić za dużo tlenu w tym rozrzedzonym nadal powietrzu.
- Baza. Baza! Pamiętajcie o bazie! Kierować się na nią bez względu na to, gdzie was zwiewa! - prawie krzyknęła.
- Nie dajemy rady! Kierujemy się w stronę północną wyspy! - wykryła w zniekształconych tonach głos Niki.
- Znosi mnie do wioski, wszystkie próby oporu zawodzą! - powiedział kto inny. To była chyba Rei, lecz Victoria nie miała pewności.
- Nieważne gdzie kto wyląduje, jutro o 17:00 chcę widzieć wszystkich w Bazie! Kto się nie stawi, tego uznam za martwego! Bez odbioru - poruszyła palcem by wyłączyć nadajnik, lecz w ostatniej chwili cofnęła rękę. Lepiej być cały czas w kontakcie. Obserwowała spadochrony znoszone przez wichurę w stronę północnej zatoki i wioski. Sama nie wiedziała, gdzie leci. Cały czas próbowała skierować swój lot w stronę Zachodniej plaży, gdzie mieściła się Baza, lecz w końcu uznała to za bezcelowe. Dotknęła palcem jednego z górnych klawiszy nadajnika i przed jej oczami ukazała się przeźroczysta i błękitna plansza pokazująca godzinę. 23:58.
"Za dwie minuty północ" - jeśli chcę dotrzeć do Bazy do 17:00 muszę się pospieszyć!" - zganiła się w myślach przyjmując pozycję przyspieszającą proces lądowania. W końcu pod stopami poczuła piasek. Kasztanowłosa odrzuciła plecak, a za nim swoje gęste loki i rozejrzała się wokół siebie. Przycisnęła jeden z dolnych przycisków nadajnika i spojrzała na nowowyświetloną mapę wyspy. Określiła swoje położenie i zapisała je na mapie jako "Port Hardy" rozsyłając nowozapisaną planszę do pozostałych nadajników jej kompanów. Po krótkiej chwili otrzymała zaktualizowaną mapę o nowe lokacje. "Wioska", "Opuszczona jednostka stacjonarna", "Jałowy brzeg" i "Lasy zatoki". Wraz z "Bazą" tworzyły już w miarę użyteczną mapę.
"A więc tam ich wywiało!" - pomyślała z przekąsem. Spojrzała w stronę dżungli i poszła zagłębiając się w nią, ku Bazie. "Trzeba tu będzie niedługo wrócić" - stwierdziła.

*

- Zaktualizowanie i wysłane do reszty! - powiedział Len zamykając okno aktualizujące mapę. Zapisał lokację "Lasy zatoki". - Ale musimy wracać szybko do Bazy. Jeśli nie zdążymy przed czasem, będziemy zdani już tylko na siebie!
- Zawsze mnie irytowała! Udaje taką ważną! - MaryAne popatrzyła na swoje paznokcie zdejmując bezpalczaste rękawiczki. - Ale one gryzą! - pogrymasiła i wyrzuciła je za siebie.
- Bądź poważniejsza, musimy spotkać się z resztą! - upomniała ją Rei. - Idziemy i to jak najszybciej. Nie chcę spotkać się z intruzami przed ustaleniem planu działania. - nie skończyła mówić, a już szła w kierunku dżungli.
- Poczekaj! - zawołał Len. - MaryAne, rusz się! - zakrzyknął. - Nie wiemy ile czasu nam zajmie przebycie drogi. Rei ma rację, lepiej być tam jak najszybciej.
- A ja twierdzę, że powinniśmy przenocować na plaży. Nocą i tak nic nie widać. Możemy się zgubić i sobie coś zrobić. A jak Vic pójdzie sobie bez nas, to co? Zamknie nam tę Bazę? I tak tam dojdziemy, tylko później! - wzruszyła ramionami. Momentalnie jednak je opuściła, gdy usłyszała niepokojący szmer w głębi dżungli z wschodniej strony.
- To tylko wiatr, tchórzliwy kurczaku. Zbiera się tajfun. Musimy uporać się z naszą misją jak najszybciej. - prychnęła Rei.
- Powinniśmy jednak to przedyskutować! - nie dawała za wygraną granatowłosa.

WYBÓR! (1)
To od Lena, MaryAne i Rei zależy co postanowią ich postacie w grze. Mają do wyboru dwie opcje:
Opcję A) Iść w głąb dżungli do punktu spotkania.
Opcję B) Przeczekać na plaży do rana.
Opcja, która zdobędzie najwięcej głosów, zostaje wybrana.


*

- Ale wypizdów! Jak my dotrzemy do celu? - zaklęła BlackAngel. - Jałowy brzeg i Baza to dwa różne końce wyspy! Nie sądzisz, że powinnyśmy oddzielnie przeprowadzić misję? - zwróciła się do Shadigi.
- Bynajmniej - odparła lakonicznie ciemnowłosa. - Możemy to przedyskutować dopiero, jeśli nie zdążymy dotrzeć do Bazy na 17:00. Nie sądzisz, że lepiej będzie przepłynąć na skróty zatoki i przejść południowy półwysep? Zyskamy o wiele na czasie. Dodatkowo na wodzie lepiej widać w nocy.
- Dobry pomysł -Angel wstała i włączyła noktowizor w nadajniku. - Musimy tylko znaleźć coś co pozwoli nam poruszać się po wodzie. Z góry widać było chyba jakiś opuszczony budynek, na północ stąd, prawda? Może lepiej będzie, jeśli tam czegoś poszukamy.
- Słuszna myśl - przytaknęła towarzyszka i obydwie z włączonymi noktowizorami ruszyły w kierunku Opuszczonej Jednostki Stacjonarnej.

*

- Ciemno -skomentowała BoneZoo - Wszystkie światła pogaszone!
- Dziwisz się? Jest noc! - Nika przewróciła oczami. Wraz z Mariką wszystkie trzy obserwowały małą wioskę zlokalizowaną przy wybrzeżu. Nie chciały zdradzać swojej obecności, dlatego upewniły się co do obecnie wykonywanych czynności przez mieszkańców wyspy. Na ich szczęście wyglądało na to, że wszyscy spali. Małe było prawdopodobieństwo, że ktoś je zobaczył. Zwłaszcza Marika bardzo tego pragnęła. W innym wypadku takie osoby należałoby bezzwłocznie "uciszyć" wraz z nakazem Victorii.
- Naprawdę jednak jest mi za cicho -pomyślała na głos Bone. -Oprócz wiatru, nic tu nie słychać.
- To i lepiej -stanowczo stwierdziła Nika - Idziemy. Włączone noktowizory? - odpowiedziały jej pokiwaniami swoich głów. Nika odwróciła się i wśród całej jasnej zieleni, którą teraz widziała, dostrzegła nikły cień... ogona? Nie... to musiało jej się przywidzieć. Usłyszawszy szmer wśród liści, wyłączyła program nadajnika i przetarła oczy.
- Wszystko w porządku? -zaniepokoiła się Marika.
- Tak... chyba tak -blondynka przełknęła ślinę i włączywszy z powrotem program noktowizora z pistoletem w ręku przeszła kolejne metry wśród dzikich drzew oddalając się od wioski tubylców. Od tej pory słyszała już tylko chód Mariki i BoneZoo. Jednak złe przeczucie wciąż nie chciało jej opuścić.
Godzina 0:45

CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz