VII
- Powinniśmy odpocząć i najlepiej wrócić do bazy. Za dużo wrażeń jak na
jeden dzień. Nad naszą misją możemy pomyśleć jutro - ziewnęła MaryAne.
- Popieram! - odezwała się Marika. Victoria odwróciła się w ich stronę i popatrzyła znacząco na Shadigę i Paulę.
- Nie wiem, czy zabieranie jej do Bazy będzie odpowiednim pomysłem –
westchnęła kasztanowłosa. – Ale niech wam będzie. Wracamy do bazy na
krótki odpoczynek. Ale tylko fizyczny. Musimy obmyślić jeszcze plan
dalszego postępowania. – to powiedziała i otworzyła DC Mini. Określiła
kierunek chodu, wskazała go reszcie i wszyscy skierowali swoje kroki ku
Bazie.
*
Nie licząc kilku australovenatorów na drodze, podróż minęła im całkiem
sprawnie i szybko. Shadiga cały czas trzymała się wraz z Paulą na końcu
długiego sznura podróżujących. Nie chciała narażać dziewczyny na kolejne
docinki i przykrzania ze strony reszty. MaryAne od czasu do czasu
powiedziała jej coś w stylu "odwagi", a Lenowi zdarzyło sie mrugnąć
porozumiewawczo. To granatowłosą bardzo podniosło na duchu w całym tym
myśleniu, że gdyby Victoria w ucieczcie przed dino miałaby kogoś
poświęcić, to najpewniej właśnie ją.
- Je crains ... - szepnęła do Shaidigi, Paula.
- Moi aussi. Croyez-moi, que moi aussi...
- Ufasz tej Pauli? - ReiFujioka nachyliła się nad Mariką.
- W sumie to sama nie wiem, co mam myśleć. Ta chatka była położona na skraju, może naprawdę udało jej się przeżyć.
- Ale spójrz jak jest ubrana! Nie powiedziałabyś, że w sposób podobny do
nas? Jej kostium jest pocięty, czyli miała jakąś przygodę z
dinozaurami. Mam tylko nadzieję, że odkryjemy prawdę o niej w porę,
zanim będzie za późno!
- Zawsze trzeba trzymać się takiej myśli.
*
Dotarli do Bazy wieczorem. A raczej dotarli do miejsca, które kiedyś
Bazą było. Wszystkimi wstrząsnął przerażający widok Bazy stojącej w
płomieniach.
- Nasza Baza! - wydała zduszony okrzyk Nika.
- Co się stało? Jasna cholera. Wiedziałam, że sprowadzi kłopoty! -
wrzasnęła Victoria wskazując palcem na Paulę. Jakaś podpalona belka
uderzyła o ziemię kilka stóp za nią, ale kasztanowłosa nie zwróciła na
to uwagi.
- To nie jest wina Pauli! Przecież była tu z nami, a gdyby podłożyła
ogień wcześniej miałabyś teraz przed sobą kupkę popiołu! Ogarnij się! -
krzyknęła Shadiga.
- Jak ty się zwracasz do przełożonej? Nie zapominaj, że to ja ci daję kasę na utrzymanie się.
- W dupie to mam. Popatrz, gdzie jesteśmy! Wszytko się zmieniło! I
wszy... - Shadiga nie dokończyła. Ogień zaczął pożerać też część lasu, a
z języków ognia wypadł rycząc nikt inny jak Diamantizaur. Popatrzył na
naszych komandosów i jeszcze głośniej ryknął napierając na nich całym
swoim ciałem. Wszyscy odskoczyli.
- Szlag by to! - krzyknęła BoneZoo.
- Musimy się rozdzielić i spotkać w jednym miejscu! - wrzasnęła wśród zgiełku i hałasu Shadiga.
- Zgoda! - odpowiedziała Victoria. - Przynajmniej w tym się zgadzamy. -
Bierz Nikę, MaryAne, Marikę i ReiFujiokę. Są chyba po twojej lewej.
Pozbieram swoje zabawki i wio z piaskownicy! - Shadiga pochyliła się i
spojrzała na swoją przełożną spod brzucha ogromnego tytanozaura. - No
leć! - rozkazała ponownie kobieta. Ogarnęła wzrokiem wszystkich.
BoneZoo, Len i BlackAngel podbiegli do niej i szybko oddalili się od
płonącego, dawnego miejsca bezpieczeństwa. Opcje były dwie. Diamantizaur
mógł pobiec, albo za nią, albo za Shadigą.
Niestety ogromny zwierz wybrał sobie właśnie Victorię za swój cel i z
rykiem, próbował dosięgnąć ich swoją potężną, monumentalną szyją.
"Zbliżamy się do oceanu! Pobiegliśmy w złą stronę" - pomyślała Victoria.
- Victorio, zaraz zacznie się skarpa! Co robimy? - wydyszała
BlackAngel. Kasztanowłosa poukładała wszystko w swojej głowie i wydała
jedną, prostą komendę:
- Skaczemy!
- Co? Oszalałaś?! Nie mam mowy! - przestraszył się Len.
- Róbcie co mówię! - I pomimo oporów, gdy tylko znaleźli się na
skarpie, a Diamantizaur nie miał zamiaru sobie ich odpuścić, wszyscy
równo skoczyli do wody. Tylko BoneZoo prześwitała przed oczami głowa i
szyja Diamantizaura próbującego kogoś schwycić w skoku. Popatrzył na
nich i... czerwonowłosa poczuła zimną wodę oblewającą całe ciało. Czy
wszyscy przeżyli?
CDN...
Wybór! (6)
Musicie podjąć decyzję gdzie komandosi mają udać się w swoją ostatnią już podróż:
A) Port Hardy
B) Lasy Zatoki
C) Jałowy brzeg
czwartek, 31 marca 2016
poniedziałek, 28 marca 2016
VI
VI
BoneZoo schowała pistolet do pochwy. Wszyscy byli w wielkim podziwie, że sama pokonała aż siedem dinozaurów, a reszta w strachu przed nią uciekła.
- Nigdy nie lekceważcie sztuki walki kością! – zaśmiała się sama do siebie z podniesionym kciukiem do góry.
Uśmiech płomiennowłosej szybko jednak zgasł, gdy weszła z pozostałymi do Wioski. Doskonale pamiętała swoją poprzednią tu wizytę. Było bardzo ciemno, nie paliło się żadne światło, a w powietrzu czuć było niebezpieczeństwo. Jedynym dźwiękiem był szum wiatru. Już wtedy BoneZoo przeczuwała, że wydarzyło się coś złego, ale Nika tylko odgoniła jej obawy. Czemu nie zastanawiała się nad tym wcześniej po zobaczeniu pierwszych dinozaurów? Że faktycznie jest coś na rzeczy. Powinna od razu wrócić do tego przeklętego miejsca.
Widok był straszny. Leżące martwe dinozaury z włóczniami powbijanymi w ciało, zwłoki mężczyzn brutalnie rozszarpanych przez pazury australovenatora, ale także przez innego, nieznanego komandosom dinozaura, kobiety w kałużach krwi, a także nawet małe dzieci. Powybijane szyby w oknach, drzwi wyrwane z zawiasów. Wszystko było to niewiarygodną rzezią, na której widok robiło się słabo nawet największemu zabijace. Próbując przyzwyczaić się do panującej rzeczywistości, wszyscy zabrali się za przeszukiwania Wioski.
- To nie jest normalne! – zdenerwowała się Marika na widok kolejnego martwego i rozszarpanego ciała. – Dinozaury nie mogą ot tak sobie się tu pojawiać! Musi być tego jakieś wytłumaczenie!
- Ale nie ma. I przyzwyczaj się do tego. Dopóki nie uda nam się skontaktować z kimś z zewnątrz, musimy spróbować podołać naszej misji – Victoria weszła do sklepu.
- Ja nie mam zamiaru się do tego przyzwyczajać! – powiedziała z pewnością w głosie Nika. – Chcę zachować resztki człowieczeństwa i dlatego… - przerwała, bo w tym samym momencie na środku sklepu zmaterializowała się ta sama dziwna materia jak w Opuszczonej Jednostce Stacjonarnej, a po chwili wyskoczył z niego jakiś obcy do tej pory komandosom dinozaur z długimi jak szable pazurami. Rzucił się na Nikę, która w popłochu próbowała go z siebie zrzucić. Całą scenę przerwała Victoria, która biorąc jakiś metalowy drażek, przebiła na wylot obce stworzenie. Dinozaur padł na ziemię martwy w kałuży swojej szkarłatnej krwi, którą ochlapał także Nikę. W przerażeniu z wytrzeszczem oczu patrzyła na Victorię.
- Albo będziesz łowcą, albo zwierzyną. I przyzwyczajaj się do tego. W świecie, w którym przyszło nam teraz żyć nie ma zasad. To prawdziwa dżungla. I radzę Ci, abyś zdała sobie z tego sprawę jak najszybciej!
*
BoneZoo znajdując ukryty mechanizm w wielkiej figurze na środku wioski przedstawiającej jakieś nowozelandzkie bóstwo, wywołała wielką sensację. BlackAngel udało znaleźć się rzemykowy pasek, który mógł wprawić w ruch dwa koła w mechanizmie, ale żeby poruszały się samoistnie potrzebne były jeszcze trybiki. Oczywiście to nie jedyne przedmioty jakich potrzebowali, aby mechanizm ruszył, lecz nic więcej nie znaleźli. Mieli się już zbierać z wioski, gdy Shadiga przywołała wszystkich z wielką ekscytacją w głosie i zaaferowaniem. Była jedna chatka, której nikt nie zbadał. Chatka „E”, do której ośmieliła się wejść Shadiga.
- Mówisz, że jest w niej coś więcej niż trochę krwi i kurzu? – ReiFujioka dopytywała z nutą niedowierzania.
- Zdziwisz się - odpowiedziała absolutnie pewna swojego. Granatowłosa otworzyła drzwi chatki. Była ona jedyną bez wybitych okien i drzwi. Znajdowała się można powiedzieć „na uboczu” nic więc dziwnego, że komandosi jej nie odkryli. I nie tylko oni. Po znalezisku Shadigi oczywistym było, że i dinozaury tu nie weszły.
W rogu pokoju siedziała skulona dziewczyna o krótkich, nastroszonych blond włosach. Równie przestraszona jak inni na jej widok.
- Ojej, człowiek! – to jedyne na co mogła wysilić się MaryAne. Nikt nie mógł uwierzyć w ten niewiarygodny widok.
- Ocalała! – powiedział zduszonym okrzykiem Len.
Shadiga podeszła bliżej do dziewczyny. Na oko miała może piętnaście/szesnaście lat. Zapytała jej jak ma na imię, ale w języku którego nie rozumieli pozostali. Blondynka odpowiedziała jej nieśmiałym i cichym głosem, jakby się jej obawiała.
- Musimy ją zabrać ze sobą – oświadczyła stanowczym głosem Shadiga. – Nie możemy jej tu zostawić.
- Pewnie! – przytaknęli wszyscy. Gdy okrzyki i owacje ucichły, ktoś powoli i ironicznie zaklaskał. To była Victoria.
- Bardzo piękne przedstawienie – wycykała. – Ale nie jesteśmy pomocą społeczną. Mamy swoją misję. Nie możemy ze sobą wziąć tej małej, ani zostawić jej samej w Bazie. Będzie tylko balastem.
- Przecież to żywy człowiek! – oburzyła się MaryAne, ale Victoria ją zignorowała.
- Wśród wszystkiego co nas spotyka branie na siebie dodatkowych kłopotów nie jest odpowiednie.
- Nie nazywaj Pauli kłopotem! – wycedziła przez zaciśnięte zęby Shadiga. Obiecuję, że ja się nią zaopiekuję.
- Ty też jesteś nam potrzebna. Kto za ciebie poświadczy? Jeśli dopadnie cię jakiś asutralovenator z jej powodu, to nie licz, że przyjdziemy ci na ratunek.
- Jakoś to zniosę – odparła zimnym głosem granatowłosa, obejmując przy tym nastolatkę najmocniej jak tylko potrafiła. – Ale w życiu nie zostawię dziecka na pastwę losu. A tym bardziej na pastwę dinozaurów - Victoria podniosła podbródek do góry, ale już nic nie powiedziała, tylko odwróciła się na pięcie i wyszła z chatki. Za nią na dwór wyszły ReiFujioka i BlackAngel. Równie wystraszona Marika i Nika zostawiły Shadigę z dziewczyną.
- Skąd wiesz jak się nazywa? – zapytał Len patrząc z niepokojem na blondynkę. Ta, pokazała mu język. – Bezczelna! Poczułaś się zbyt pewnie, a jeszcze przed chwilą trzęsłaś portkami!
- Powiedziała mi to – uśmiechnęła się ciepło Shadiga.
- Znasz francuski? – zapytała zaskoczona MaryAne. – To był francuski, nie?
- Tak, bo mój narzeczony pochodził z Lotaryngii. Ona pewnie jest córką kolonisty, nie wygląda na zbyt opaloną, ale na razie dajmy jej odpocząć od pytań. Pewnie wiele przeszła.
- Był? – dopytywała MaryAne.
- To stara historia. Może kiedyś ci opowiem.
- Uważam, że pani poważna za bardzo się szarogęsi! – zaparła się rękoma BoneZoo. - Co wy na to, aby obalić monarchię? – zażartowała.
- Nie bądź głupia! – upomniała ją Shadiga. – To w końcu nasza przełożona i szefowa 13 filii Nereids. Gdyby nie ona, ten burdel w ogóle by tu nie funkcjonował. A poza tym musimy jeszcze zdecydować, gdzie teraz się udamy…
CDN...
Wybór! (5)
Gdzie komandosi mają udać się w swoją ostatnią podróż po wyspie?
A)Port Hardy
B)Lasy zatoki
C)Jałowy brzeg
D)Baza
Do gry dołącza nowy gracz: Paula.
Paula jest NPC. Nie posiada własnej woli, ani nie może samodzielnie myśleć. Jej wybory kierowane są przypadkiem i losowo generowane. Jej kwestie są zaprogramowane z góry i ma określony sposób postępowania. Traktowana jest jednak jako zwykły gracz, który także może zostać zabity. Paula nie może jednak przeszukiwać rzeczy i stawać do walki. Możecie ją chronić. Albo rzucić na pastwę losu. Wybór będzie zależał od was.
BoneZoo schowała pistolet do pochwy. Wszyscy byli w wielkim podziwie, że sama pokonała aż siedem dinozaurów, a reszta w strachu przed nią uciekła.
- Nigdy nie lekceważcie sztuki walki kością! – zaśmiała się sama do siebie z podniesionym kciukiem do góry.
Uśmiech płomiennowłosej szybko jednak zgasł, gdy weszła z pozostałymi do Wioski. Doskonale pamiętała swoją poprzednią tu wizytę. Było bardzo ciemno, nie paliło się żadne światło, a w powietrzu czuć było niebezpieczeństwo. Jedynym dźwiękiem był szum wiatru. Już wtedy BoneZoo przeczuwała, że wydarzyło się coś złego, ale Nika tylko odgoniła jej obawy. Czemu nie zastanawiała się nad tym wcześniej po zobaczeniu pierwszych dinozaurów? Że faktycznie jest coś na rzeczy. Powinna od razu wrócić do tego przeklętego miejsca.
Widok był straszny. Leżące martwe dinozaury z włóczniami powbijanymi w ciało, zwłoki mężczyzn brutalnie rozszarpanych przez pazury australovenatora, ale także przez innego, nieznanego komandosom dinozaura, kobiety w kałużach krwi, a także nawet małe dzieci. Powybijane szyby w oknach, drzwi wyrwane z zawiasów. Wszystko było to niewiarygodną rzezią, na której widok robiło się słabo nawet największemu zabijace. Próbując przyzwyczaić się do panującej rzeczywistości, wszyscy zabrali się za przeszukiwania Wioski.
- To nie jest normalne! – zdenerwowała się Marika na widok kolejnego martwego i rozszarpanego ciała. – Dinozaury nie mogą ot tak sobie się tu pojawiać! Musi być tego jakieś wytłumaczenie!
- Ale nie ma. I przyzwyczaj się do tego. Dopóki nie uda nam się skontaktować z kimś z zewnątrz, musimy spróbować podołać naszej misji – Victoria weszła do sklepu.
- Ja nie mam zamiaru się do tego przyzwyczajać! – powiedziała z pewnością w głosie Nika. – Chcę zachować resztki człowieczeństwa i dlatego… - przerwała, bo w tym samym momencie na środku sklepu zmaterializowała się ta sama dziwna materia jak w Opuszczonej Jednostce Stacjonarnej, a po chwili wyskoczył z niego jakiś obcy do tej pory komandosom dinozaur z długimi jak szable pazurami. Rzucił się na Nikę, która w popłochu próbowała go z siebie zrzucić. Całą scenę przerwała Victoria, która biorąc jakiś metalowy drażek, przebiła na wylot obce stworzenie. Dinozaur padł na ziemię martwy w kałuży swojej szkarłatnej krwi, którą ochlapał także Nikę. W przerażeniu z wytrzeszczem oczu patrzyła na Victorię.
- Albo będziesz łowcą, albo zwierzyną. I przyzwyczajaj się do tego. W świecie, w którym przyszło nam teraz żyć nie ma zasad. To prawdziwa dżungla. I radzę Ci, abyś zdała sobie z tego sprawę jak najszybciej!
*
BoneZoo znajdując ukryty mechanizm w wielkiej figurze na środku wioski przedstawiającej jakieś nowozelandzkie bóstwo, wywołała wielką sensację. BlackAngel udało znaleźć się rzemykowy pasek, który mógł wprawić w ruch dwa koła w mechanizmie, ale żeby poruszały się samoistnie potrzebne były jeszcze trybiki. Oczywiście to nie jedyne przedmioty jakich potrzebowali, aby mechanizm ruszył, lecz nic więcej nie znaleźli. Mieli się już zbierać z wioski, gdy Shadiga przywołała wszystkich z wielką ekscytacją w głosie i zaaferowaniem. Była jedna chatka, której nikt nie zbadał. Chatka „E”, do której ośmieliła się wejść Shadiga.
- Mówisz, że jest w niej coś więcej niż trochę krwi i kurzu? – ReiFujioka dopytywała z nutą niedowierzania.
- Zdziwisz się - odpowiedziała absolutnie pewna swojego. Granatowłosa otworzyła drzwi chatki. Była ona jedyną bez wybitych okien i drzwi. Znajdowała się można powiedzieć „na uboczu” nic więc dziwnego, że komandosi jej nie odkryli. I nie tylko oni. Po znalezisku Shadigi oczywistym było, że i dinozaury tu nie weszły.
W rogu pokoju siedziała skulona dziewczyna o krótkich, nastroszonych blond włosach. Równie przestraszona jak inni na jej widok.
- Ojej, człowiek! – to jedyne na co mogła wysilić się MaryAne. Nikt nie mógł uwierzyć w ten niewiarygodny widok.
- Ocalała! – powiedział zduszonym okrzykiem Len.
Shadiga podeszła bliżej do dziewczyny. Na oko miała może piętnaście/szesnaście lat. Zapytała jej jak ma na imię, ale w języku którego nie rozumieli pozostali. Blondynka odpowiedziała jej nieśmiałym i cichym głosem, jakby się jej obawiała.
- Musimy ją zabrać ze sobą – oświadczyła stanowczym głosem Shadiga. – Nie możemy jej tu zostawić.
- Pewnie! – przytaknęli wszyscy. Gdy okrzyki i owacje ucichły, ktoś powoli i ironicznie zaklaskał. To była Victoria.
- Bardzo piękne przedstawienie – wycykała. – Ale nie jesteśmy pomocą społeczną. Mamy swoją misję. Nie możemy ze sobą wziąć tej małej, ani zostawić jej samej w Bazie. Będzie tylko balastem.
- Przecież to żywy człowiek! – oburzyła się MaryAne, ale Victoria ją zignorowała.
- Wśród wszystkiego co nas spotyka branie na siebie dodatkowych kłopotów nie jest odpowiednie.
- Nie nazywaj Pauli kłopotem! – wycedziła przez zaciśnięte zęby Shadiga. Obiecuję, że ja się nią zaopiekuję.
- Ty też jesteś nam potrzebna. Kto za ciebie poświadczy? Jeśli dopadnie cię jakiś asutralovenator z jej powodu, to nie licz, że przyjdziemy ci na ratunek.
- Jakoś to zniosę – odparła zimnym głosem granatowłosa, obejmując przy tym nastolatkę najmocniej jak tylko potrafiła. – Ale w życiu nie zostawię dziecka na pastwę losu. A tym bardziej na pastwę dinozaurów - Victoria podniosła podbródek do góry, ale już nic nie powiedziała, tylko odwróciła się na pięcie i wyszła z chatki. Za nią na dwór wyszły ReiFujioka i BlackAngel. Równie wystraszona Marika i Nika zostawiły Shadigę z dziewczyną.
- Skąd wiesz jak się nazywa? – zapytał Len patrząc z niepokojem na blondynkę. Ta, pokazała mu język. – Bezczelna! Poczułaś się zbyt pewnie, a jeszcze przed chwilą trzęsłaś portkami!
- Powiedziała mi to – uśmiechnęła się ciepło Shadiga.
- Znasz francuski? – zapytała zaskoczona MaryAne. – To był francuski, nie?
- Tak, bo mój narzeczony pochodził z Lotaryngii. Ona pewnie jest córką kolonisty, nie wygląda na zbyt opaloną, ale na razie dajmy jej odpocząć od pytań. Pewnie wiele przeszła.
- Był? – dopytywała MaryAne.
- To stara historia. Może kiedyś ci opowiem.
- Uważam, że pani poważna za bardzo się szarogęsi! – zaparła się rękoma BoneZoo. - Co wy na to, aby obalić monarchię? – zażartowała.
- Nie bądź głupia! – upomniała ją Shadiga. – To w końcu nasza przełożona i szefowa 13 filii Nereids. Gdyby nie ona, ten burdel w ogóle by tu nie funkcjonował. A poza tym musimy jeszcze zdecydować, gdzie teraz się udamy…
CDN...
Wybór! (5)
Gdzie komandosi mają udać się w swoją ostatnią podróż po wyspie?
A)Port Hardy
B)Lasy zatoki
C)Jałowy brzeg
D)Baza
Do gry dołącza nowy gracz: Paula.
Paula jest NPC. Nie posiada własnej woli, ani nie może samodzielnie myśleć. Jej wybory kierowane są przypadkiem i losowo generowane. Jej kwestie są zaprogramowane z góry i ma określony sposób postępowania. Traktowana jest jednak jako zwykły gracz, który także może zostać zabity. Paula nie może jednak przeszukiwać rzeczy i stawać do walki. Możecie ją chronić. Albo rzucić na pastwę losu. Wybór będzie zależał od was.
sobota, 26 marca 2016
V
(Przypominam, że fabuła miała w tym miejscu być dokończona odnośnie przeszukiwanek)
Wszyscy uporczywie próbowali znaleźć cokolwiek, co pozwoliłoby im przetrwać w dżungli na wyspie i nie zostać zjedzonymi. Niestety wśród gruzów i ruin dawnej jednostki stacjonarnej trudno było znaleźć coś, co nie przypominało tynku ze ścian, czy kawałka cegły.
Po wielkiej i uporczywej frustracji narastającej w powietrzu i wśród zimna, które przedzierało się przez zniszczone ściany budynku na zewnątrz, nasi komandosi w końcu coś znaleźli.
- Patrzcie, patrzcie! – krzyczała zaaferowana MaryAne. Wszyscy z entuzjazmem pobiegli do pomieszczenia w którym się znajdowała. Z ziemi podniosła dziwną, szafirową kartę ze złotym paskiem na boku. Plastikowa płytka posiadała na wierzchu ciąg wypustek, zdjęcie jakiegoś mężczyzny i jego nazwisko. Nika pojęła kartę w palce.
- Hmm… To chyba jakaś karta ID. Musimy tylko dowiedzieć się do czego pasuje.
- Albo może być też tak, że otwierała coś, co już nie istnieje. I mam na myśli coś w tej bazie. Wtedy na niewiele nam się przyda - westchnęła granatowłosa.
- Głowa do góry! Bardzo dobrze się spisałaś! – Victoria poklepała koleżankę po plecach. – Nawet jeśli do niczego nam nie otworzy, na pewno przyda się do czegoś innego. Schowaj ją! – poleciła.
- Ja bym się tu rozejrzała za czymś innym niż kawałek plastiku. Mam 200 liwrów. Jeszcze pięć stówek i w końcu będzie mnie stać na najtańszą broń! – pochwaliła się BoneZoo.
- Skąd je wzięłaś? Nie mów, że leżały na ziemi?! – Victoria w odpowiedzi dostała tylko wzruszenie ramionami i potwierdzające słowa ReiFujioki.
- Ja znalazłam tylko 100 liwrów. Farciara.
Gdy wszyscy przeszukali nawet najmniejszy kamyczek na i tak niewielkim obszarze, rozpoczęły się gorące dyskusje dotyczące tego, czy w ogóle warto wchodzić na wyższy poziom. Oczywiście każdy zdawał sobie sprawę z czyhającego niebezpieczeństwa. Strop w każdej chwili mógłby się zarwać i ewentualnie ktoś mógłby zginąć od upadku na ostre i twarde kawałki gruzów. W najlepszym razie tylko się poobijać. Jednak ryzyko było wciąż duże. Nawet, jeśli ktoś doznałby obrażeń nie wiadomo było, czy mógłby dalej uczestniczyć w ekspedycji. W takim wypadku można by tę osobę od razu zabić i skrócić jej męki, albo dać jej umrzeć w strachu oczekiwania na śmierć.
- Nie sądzę, aby rozważnym było wejście na górę! – powiedział ostrożnie Len. – Jak znam życie, to na górze i tak znajdziemy tylko stertę gruzów jak tu.
- Zgadzam się! – poparła Marika. – To, że znaleźliśmy trochę pieniędzy, jedną kartę z którą nie wiemy co zrobić i apteczkę nie oznacza, że trafiliśmy na żyłę złota. Tak naprawdę to spustoszone ruiny. Znajdując te kilka przedmiotów mieliśmy szczęście i tyle!
- To ważne co mówicie – przytaknęła Victoria.
- Nawet jeśli nic nie znajdziemy… - BlackAngel nabrała powietrza w płuca. - … to zawsze mamy pewność i wiedzę. Gdybyśmy tam nie weszli, a czegoś by nam zabrakło, to zapewniam was, że niejeden by sobie pomyślał: „Co by było gdybyśmy tam weszli…”. Dlatego w moim przekonaniu powinniśmy tam wejść. Aby rozwiać niedomówienia.
- To ważne – przytaknęła Shadiga. – Ale musimy być jednomyślni. Jeśli część będzie na górze, część na dole, a ta góra kamulców spadnie wam na łby, to co wtedy poczniemy? Musimy zdecydować, co robimy!
- A część z nas nie może po prostu wyjść na zewnątrz skoro tak się boi? – polemizowała Nika. Victoria obrzuciła ją piorunującym spojrzeniem, który wstrząsnął blondynką.
- Nie. Jesteśmy grupą i wszystko robimy razem. Jeśli dojdzie pomiędzy nami do podziałów, to wkrótce i my się rozpadniemy. Podejmujemy jedną decyzję wspólnie! Wchodzimy?
- Wchodzimy – odparły zgodnie chórem Rei i Shadiga.
- Oczywiście, że wchodzimy! – powiedziała z pełną werwą i energicznie BlackAngel.
- Idziemy! – BoneZoo podniosła kciuk do góry zaciskając pięść. Len, MaryAne i Marika popatrzyli na pozostałych znacząco.
- No niech będzie – blondyn przemówił w imieniu pozostałych. - Ale wy przodem.
- Żartujesz? My pójdziemy, a wy sobie uciekniecie! Wy idziecie jak pierwsi! – obruszyła się ReiFujioka.
Czując, że nie mają wielkiego wyboru, Ci głosujący na „nie” w sprawie zbadania wyższego piętra, przeszli przez gruzowisko i w pokoju oznaczonym przez komandosów literą „E” weszli po schodach na górę czując na swoich plecach groźne oddechy pozostałych (czuła to zwłaszcza Marika, bo szła na końcu, przed Victorią). Prawda o II piętrze miała im być za chwilę ujawniona.
Gdy już wszyscy znajdowali się na tej budzącej niepokój i lęk wyższej kondygnacji, Victoria otworzyła pewnym ruchem ręki drzwi, które były na tym piętrze jedynymi. Wszystko pozostałe było pozostałościami po poziomie, którego większa część runęła na to niższe dzięki wielkiej łapie Diamantozaura. To, co ujrzeli, przeszło ich najśmielsze oczekiwania.
Na ziemi leżał człowiek w kałuży krwi w lekarskim kitlu, łapczywie chwytający powietrze i trzymający się za zakrwawiony bok. Obok można było dostrzec krwawe ślady pazurów i odciski łap australovenatora. Jako pierwsza zdążyła do niego podbiec ReiFujioka i bez zbędnych ogródek zapytała:
- Co się stało? Wszystko w porządku? Shadiga, daj apteczkę!
- Przy… - mówił, krztusząc się krwią. Widocznie mówienie sprawiało mu wiele bólu. -… przysłano was tutaj? Jeste… jesteście z eki… ratunkowej?
- Tak. Po to tu przybyliśmy – skłamała Victoria. – Opowiedz wszystko na ile możesz.
- Dziękuję, ale to nie będzie… potrzebne – odgonił ruchem ręki zbliżającą się do niego Shadigę gotową poświęcić swoją apteczkę. – Mój czas… moje życie… i tak jest… aju. – Ten idiota! Argh! – złapał się kurczowo za pierś. Dopiero teraz komandosi dostrzegli, że i tu został zraniony. Nie mogąc powstrzymać torsji, mężczyzna zwymiotował krwią wprost na klęczącą przy nim Victorię i ochlapując przy okazji Rei i Shadigę, które były najbliżej.
- O kim mówisz? – zapytała Marika.
- Aura… Auramera. Wszyscy myśleli, że on nie żyje, ale… ale to nieprawda. On jest tu… chwilę… jak … jawiły się tu te… ory, on uciekł w głąb dżungli zaszywając się w swojej kryjówce. Nikt nie miał tam dostępu, tylko on. To było jego… labora…ium przez osta… dwa lata. Argh! – kolejne splunięcie krwią.
- Czekaj moment. Wiesz, jak pojawiły się tu dinozaury? – podeszła bliżej MaryAne.
- To nie jest teraz ważne! – powiedziała ostro Victoria. – Najważniejsze pytanie, to: Czy to „ten” Auramera? – zapytała ze zgrozą w oczach. Mężczyzna pokiwał głową. Tylko na tyle starczyło mu sił, po czym padł martwy na ziemię.
- To cud, że przeżył tak długi czas – stwierdziła Marika.
- On tu nie kituje od kilku dni, nie ma prawa – zaprzeczyła Nika. – Musiał skądś przybyć, a dorwały go dinozaury. Pytanie tylko skąd… Zapewne wiedział od nas o wiele więcej. A teraz…
- Powiedział wystarczająco dużo – odparła rzeczowo Victoria. – Tak naprawdę coś wiemy. I mamy nowe zadanie do spełnienia!
- Wiesz, kim jest Auramera, o którym mówił? – zapytał ostrożnie Len. Victoria już otworzyła usta, gotowa na odpowiedź, gdy wszyscy zerwali się na równe nogi reagując na krzyk Mariki. Przestraszona, wskazywała na kąt pomieszczenia. Wszyscy przybliżyli wzrok. W rogu pokoju znajdowała się trudna do opisania sieć… a może to była substancja? Wszystko jednak tak jakby rozmywało się, jakby „coś” przeźroczystego i galaretowatego przed nimi stało. Po chwili z tego „czegoś” wyskoczył pełen agresji Australovenator, ale tak naprawdę wyglądało to tak, jak gdyby po prostu się tu zmaterializował. Naskoczył na BoneZoo znajdującą się najbliżej. Ta, uderzyła w jego bok z całej siły łokciem, czym spowodowała stracenie przez niego równowagi i upadek z wysokości na niższe piętro. Z racji spadnięcia na głowę nikt nie zastanawiał się, czy przeżył. Tylko z nowymi informacjami zeszli na dół.
*
W końcu dotarli do Wioski. Lecz nie wiedząc, co przeszukać, postanowili zdać się na intuicję. Jednak po tym, co zobaczyli w jednostce stacjonarnej, przeczuwali, że i teraz nie będzie pięknie i wesoło. Bo coraz bardziej zdawali sobie sprawę nad czyhającym nad nimi niebezpieczeństwem.
CDN...
(Przypominam, że fabuła miała w tym miejscu być dokończona odnośnie przeszukiwanek)
Wszyscy uporczywie próbowali znaleźć cokolwiek, co pozwoliłoby im przetrwać w dżungli na wyspie i nie zostać zjedzonymi. Niestety wśród gruzów i ruin dawnej jednostki stacjonarnej trudno było znaleźć coś, co nie przypominało tynku ze ścian, czy kawałka cegły.
Po wielkiej i uporczywej frustracji narastającej w powietrzu i wśród zimna, które przedzierało się przez zniszczone ściany budynku na zewnątrz, nasi komandosi w końcu coś znaleźli.
- Patrzcie, patrzcie! – krzyczała zaaferowana MaryAne. Wszyscy z entuzjazmem pobiegli do pomieszczenia w którym się znajdowała. Z ziemi podniosła dziwną, szafirową kartę ze złotym paskiem na boku. Plastikowa płytka posiadała na wierzchu ciąg wypustek, zdjęcie jakiegoś mężczyzny i jego nazwisko. Nika pojęła kartę w palce.
- Hmm… To chyba jakaś karta ID. Musimy tylko dowiedzieć się do czego pasuje.
- Albo może być też tak, że otwierała coś, co już nie istnieje. I mam na myśli coś w tej bazie. Wtedy na niewiele nam się przyda - westchnęła granatowłosa.
- Głowa do góry! Bardzo dobrze się spisałaś! – Victoria poklepała koleżankę po plecach. – Nawet jeśli do niczego nam nie otworzy, na pewno przyda się do czegoś innego. Schowaj ją! – poleciła.
- Ja bym się tu rozejrzała za czymś innym niż kawałek plastiku. Mam 200 liwrów. Jeszcze pięć stówek i w końcu będzie mnie stać na najtańszą broń! – pochwaliła się BoneZoo.
- Skąd je wzięłaś? Nie mów, że leżały na ziemi?! – Victoria w odpowiedzi dostała tylko wzruszenie ramionami i potwierdzające słowa ReiFujioki.
- Ja znalazłam tylko 100 liwrów. Farciara.
Gdy wszyscy przeszukali nawet najmniejszy kamyczek na i tak niewielkim obszarze, rozpoczęły się gorące dyskusje dotyczące tego, czy w ogóle warto wchodzić na wyższy poziom. Oczywiście każdy zdawał sobie sprawę z czyhającego niebezpieczeństwa. Strop w każdej chwili mógłby się zarwać i ewentualnie ktoś mógłby zginąć od upadku na ostre i twarde kawałki gruzów. W najlepszym razie tylko się poobijać. Jednak ryzyko było wciąż duże. Nawet, jeśli ktoś doznałby obrażeń nie wiadomo było, czy mógłby dalej uczestniczyć w ekspedycji. W takim wypadku można by tę osobę od razu zabić i skrócić jej męki, albo dać jej umrzeć w strachu oczekiwania na śmierć.
- Nie sądzę, aby rozważnym było wejście na górę! – powiedział ostrożnie Len. – Jak znam życie, to na górze i tak znajdziemy tylko stertę gruzów jak tu.
- Zgadzam się! – poparła Marika. – To, że znaleźliśmy trochę pieniędzy, jedną kartę z którą nie wiemy co zrobić i apteczkę nie oznacza, że trafiliśmy na żyłę złota. Tak naprawdę to spustoszone ruiny. Znajdując te kilka przedmiotów mieliśmy szczęście i tyle!
- To ważne co mówicie – przytaknęła Victoria.
- Nawet jeśli nic nie znajdziemy… - BlackAngel nabrała powietrza w płuca. - … to zawsze mamy pewność i wiedzę. Gdybyśmy tam nie weszli, a czegoś by nam zabrakło, to zapewniam was, że niejeden by sobie pomyślał: „Co by było gdybyśmy tam weszli…”. Dlatego w moim przekonaniu powinniśmy tam wejść. Aby rozwiać niedomówienia.
- To ważne – przytaknęła Shadiga. – Ale musimy być jednomyślni. Jeśli część będzie na górze, część na dole, a ta góra kamulców spadnie wam na łby, to co wtedy poczniemy? Musimy zdecydować, co robimy!
- A część z nas nie może po prostu wyjść na zewnątrz skoro tak się boi? – polemizowała Nika. Victoria obrzuciła ją piorunującym spojrzeniem, który wstrząsnął blondynką.
- Nie. Jesteśmy grupą i wszystko robimy razem. Jeśli dojdzie pomiędzy nami do podziałów, to wkrótce i my się rozpadniemy. Podejmujemy jedną decyzję wspólnie! Wchodzimy?
- Wchodzimy – odparły zgodnie chórem Rei i Shadiga.
- Oczywiście, że wchodzimy! – powiedziała z pełną werwą i energicznie BlackAngel.
- Idziemy! – BoneZoo podniosła kciuk do góry zaciskając pięść. Len, MaryAne i Marika popatrzyli na pozostałych znacząco.
- No niech będzie – blondyn przemówił w imieniu pozostałych. - Ale wy przodem.
- Żartujesz? My pójdziemy, a wy sobie uciekniecie! Wy idziecie jak pierwsi! – obruszyła się ReiFujioka.
Czując, że nie mają wielkiego wyboru, Ci głosujący na „nie” w sprawie zbadania wyższego piętra, przeszli przez gruzowisko i w pokoju oznaczonym przez komandosów literą „E” weszli po schodach na górę czując na swoich plecach groźne oddechy pozostałych (czuła to zwłaszcza Marika, bo szła na końcu, przed Victorią). Prawda o II piętrze miała im być za chwilę ujawniona.
Gdy już wszyscy znajdowali się na tej budzącej niepokój i lęk wyższej kondygnacji, Victoria otworzyła pewnym ruchem ręki drzwi, które były na tym piętrze jedynymi. Wszystko pozostałe było pozostałościami po poziomie, którego większa część runęła na to niższe dzięki wielkiej łapie Diamantozaura. To, co ujrzeli, przeszło ich najśmielsze oczekiwania.
Na ziemi leżał człowiek w kałuży krwi w lekarskim kitlu, łapczywie chwytający powietrze i trzymający się za zakrwawiony bok. Obok można było dostrzec krwawe ślady pazurów i odciski łap australovenatora. Jako pierwsza zdążyła do niego podbiec ReiFujioka i bez zbędnych ogródek zapytała:
- Co się stało? Wszystko w porządku? Shadiga, daj apteczkę!
- Przy… - mówił, krztusząc się krwią. Widocznie mówienie sprawiało mu wiele bólu. -… przysłano was tutaj? Jeste… jesteście z eki… ratunkowej?
- Tak. Po to tu przybyliśmy – skłamała Victoria. – Opowiedz wszystko na ile możesz.
- Dziękuję, ale to nie będzie… potrzebne – odgonił ruchem ręki zbliżającą się do niego Shadigę gotową poświęcić swoją apteczkę. – Mój czas… moje życie… i tak jest… aju. – Ten idiota! Argh! – złapał się kurczowo za pierś. Dopiero teraz komandosi dostrzegli, że i tu został zraniony. Nie mogąc powstrzymać torsji, mężczyzna zwymiotował krwią wprost na klęczącą przy nim Victorię i ochlapując przy okazji Rei i Shadigę, które były najbliżej.
- O kim mówisz? – zapytała Marika.
- Aura… Auramera. Wszyscy myśleli, że on nie żyje, ale… ale to nieprawda. On jest tu… chwilę… jak … jawiły się tu te… ory, on uciekł w głąb dżungli zaszywając się w swojej kryjówce. Nikt nie miał tam dostępu, tylko on. To było jego… labora…ium przez osta… dwa lata. Argh! – kolejne splunięcie krwią.
- Czekaj moment. Wiesz, jak pojawiły się tu dinozaury? – podeszła bliżej MaryAne.
- To nie jest teraz ważne! – powiedziała ostro Victoria. – Najważniejsze pytanie, to: Czy to „ten” Auramera? – zapytała ze zgrozą w oczach. Mężczyzna pokiwał głową. Tylko na tyle starczyło mu sił, po czym padł martwy na ziemię.
- To cud, że przeżył tak długi czas – stwierdziła Marika.
- On tu nie kituje od kilku dni, nie ma prawa – zaprzeczyła Nika. – Musiał skądś przybyć, a dorwały go dinozaury. Pytanie tylko skąd… Zapewne wiedział od nas o wiele więcej. A teraz…
- Powiedział wystarczająco dużo – odparła rzeczowo Victoria. – Tak naprawdę coś wiemy. I mamy nowe zadanie do spełnienia!
- Wiesz, kim jest Auramera, o którym mówił? – zapytał ostrożnie Len. Victoria już otworzyła usta, gotowa na odpowiedź, gdy wszyscy zerwali się na równe nogi reagując na krzyk Mariki. Przestraszona, wskazywała na kąt pomieszczenia. Wszyscy przybliżyli wzrok. W rogu pokoju znajdowała się trudna do opisania sieć… a może to była substancja? Wszystko jednak tak jakby rozmywało się, jakby „coś” przeźroczystego i galaretowatego przed nimi stało. Po chwili z tego „czegoś” wyskoczył pełen agresji Australovenator, ale tak naprawdę wyglądało to tak, jak gdyby po prostu się tu zmaterializował. Naskoczył na BoneZoo znajdującą się najbliżej. Ta, uderzyła w jego bok z całej siły łokciem, czym spowodowała stracenie przez niego równowagi i upadek z wysokości na niższe piętro. Z racji spadnięcia na głowę nikt nie zastanawiał się, czy przeżył. Tylko z nowymi informacjami zeszli na dół.
*
W końcu dotarli do Wioski. Lecz nie wiedząc, co przeszukać, postanowili zdać się na intuicję. Jednak po tym, co zobaczyli w jednostce stacjonarnej, przeczuwali, że i teraz nie będzie pięknie i wesoło. Bo coraz bardziej zdawali sobie sprawę nad czyhającym nad nimi niebezpieczeństwem.
CDN...
piątek, 25 marca 2016
IV
IV
Wybór 3; opcja C
- Więc postanowione demokratycznie - westchnęła Victoria. - Idziemy do Opuszczonej Bazy Wojskowej. Shadigo, BlackAngel: Pamiętacie drogę?
- Hmm... - Shadiga włączyła swoje DC Mini i wybrała opcję mapy. - Jeśli chodzi o dotarcie tam będzie spory problem. To na drugim końcu wyspy, a nasze automatyczne lokalizatory także padły. Wiemy, gdzie jesteśmy teraz, ale tylko dlatego bo Baza jest zaznaczona na mapie - zamknęła okno.
- Czyli jesteśmy zdani na własną intuicję - podsumował Len.
- Wystarczy, że będziemy iść w linii prostej i powinniśmy tam dotrzeć. Moglibyśmy spróbować trzymać się wybrzeża, ale myślę, że to zbyt czasochłonne - odezwała się MaryAne.
- W skrócie: Zabieramy wszystko, co mamy i idziemy. Miejmy tylko nadzieję, że nie natrafimy na dinozaury - powiedziała ReiFujioka. - Victorio, masz broń? Jako jedyna z nas ją już posiadasz.
- Rewolwer cały skoroniał, więc go wyrzuciłam. Nie dałoby rady z niego strzelać - odparła zupełnie spokojnym tonem kasztanowłosa.
- A więc mamy problem. I to duży. Co zrobimy, gdy coś nas zaatakuje? Nie mamy nawet pieniędzy, by coś kupić.
- To najwyżej zostaniemy zjedzeni. Idziemy - i wszyscy opuścili Bazę.
*
Dzień 3, Godzina 16:40. Komandosi docierają do lokacji: "Opuszczona Baza wojskowa". Shadiga i BlackAngel od razu sprawdziły pozostałe budynki, oprócz tego w którym były. Niestety, w żadnym nic nie znalazły, dlatego też poszukiwania wszystkich skupiły się na centralnej budowli. Wszyscy weszli przez zniszczoną, wschodnią ścianę do pomieszczenia z dużą ilością łóżek.
- Ciekawi mnie, kto by tu coś takiego wybudował - powiedziała Marika. - I w jakim celu. Spójrzcie tylko, to wygląda jak istne pobojowisko.
- Być może to była siedziba ludzi posiadających Thousand Energy - odezwała się milcząca jak dotąd Nika. - Spójrz tylko na te zniszczenia. - Przeszła pomiędzy zniszczonymi łóżkami, poszarpanymi materacami pod którymi leżały jedne z wielu zwłok ludzi i dinozaura, którego do tej pory nie widzieli.
Nowy dinozaur: Ozraptor
To mały, pozornie niegroźny dinozaur. Bardzo zwinny. Wypluwa z siebie toksyczną dla człowieka substancję o właściwościach żrących. Zalecana szczególna ostrożność w bliskiej odległości. Zachować odległość 2 metrów. Zalecana broń: Pistolet
- Wyjątkowo dużo razy natrafiłam dzisiaj na te paskudy. Mam dosyć uciekania przed nimi! - obrzydziło Marikę.
- Skąd ten pomysł? - zapytała Victoria.
- Pomyślcie tylko: - Nika zaczęła monolog. - Te wyłomy w ścianach są gigantyczne. Jest tu wiele ludzkich zwłok i martwych dinozaurów. Uważam, że jeśli dobrze zbadamy ten kompleks natrafimy na coś więcej. Dinozaury mogły zaatakować będących tu ludzi i same zginąć w walce.
- Znalazłam schody! - krzyknęła z pokoju obok BoneZoo. - Ale obawiam się, że jeżeli wejdziemy na wyższe piętro, cała konstrukcja może ulec zawaleniu!
- Musimy przemyśleć, co ma nastąpić i co chcemy przeszukać - westchnęła Shadiga. - Nie mamy za wiele czasu. - W tym co mówi Nika może być sporo racji. Spójrzcie na lampy. Musieli mieć tu elektryczność, a niby skąd skoro nie ze źródła czystej energii? Nasze DC Mini też się nią żywią - podeszła od jednej z lamp. - Problem jest tylko taki, że skoro są rozbite to energia z nich uleciała. Musimy szukać dalej jej źródła. Ale na razie skupmy się na przeszukiwaniach!
Macie do wykorzystania 20 przeszukań. Maksymalnie można przeszukać trzy rzeczy. Można spróbować także wejść na II piętro, choć i ono ma prawo się zawalić i uniemożliwić wam dalsze przeszukiwania a w najgorszym wypadku kogoś zabić. To, co dzieje się podczas przeszukiwań zostawiam na jutrzejszy rozdział. Na razie skupmy się na dalszych wydarzeniach tj: Kiedy wasze przeszukiwanki już się skończą.
Mapa bazy w poście początkowym w zakładce map
*
- A więc tak to wszystko wygląda na chwilę obecną - westchnęła MaryAne. - Przyznam, że nieciekawie.
- Wiedziałam, że będzie źle, ale nie aż tak. Czuję się jeszcze bardziej otumaniona niż na początku tej całej historii z jaszczurami - zdenerwowała się Rei.
- Przynajmniej wiemy, gdzie powinniśmy się teraz udać! - Marika szukała plusów sytuacji. - A przynajmniej... gdzie szukać. Jedno jest pewne. Łatwo nie odpuścimy!
- Ale nadal jesteśmy biedni jak kościelne myszy! Przydałoby się zwiedzić jeszcze choć dwie lokacje! - odezwała się Victoria.
- No zgoda - przytaknęła Nika. - Ale musimy zdecydować w takim razie, gdzie teraz się udamy.
Wybór! (4)
Gdzie komandosi mają skierować swoje kroki w celu odnalezienia nowych wskazówek?
A) Port Hardy
B) Lasy Zatoki
C) Baza
D) Wioska
E) Jałowy brzeg
- No więc ustalone! Idziemy do... - Shadiga nie dokończyła, bo coś, lub ktoś ją zagłuszył. Zresztą tak samo jak pozostałych. Łóżka i inne przeszukane obiekty zaczęły się trząść. Po chwili dało się słyszeć donośny, uciążliwy ryk.
- Sha...Shadiga - wyjąkała Marika. - Czy wspominałaś coś z Angel, że to tu spotkałyście tę wielką gadzinę? - zapytywane odpowiedziały jej skinieniem głowy. Po chwili cały dach, zarwał się na ziemię i odsłonił głowę wielkiego Diamantinasaurus'a, którego Shadiga i BlackAngel już wcześniej spotkały.
Nowy dinozaur: Diamantinasaurus (w skrócie w grze: Diamantizaur. Skrót jest neologizmem utworzonym przez autora mającym na celu ułatwienie wymowy zwierzęcia)
Diamantizaur to gigantyczny, sięgający kilkudziesięciu metrów wysokości, kolosalny tytanozaur. Mięsożerca, o grubych i silnych nogach, na których opiera się niezgrabny, mosiężny tułów. Szyja długa, dobrze umięśniona. Potrafi stojąc na ziemi sięgnąć nią do ok. 6 piętra Ogon długi, ale wiotki i słaby. Charakterystyczny szybki i zgrabny ruch. Zalecana broń: Zalecane to jest uciekanie. W sklepie brak broni na tak wielkiego dinozaura. Można próbować strzelić mu w oko, czy w ogon, ale autor nie poleca. No chyba, że jesteście wyszkoleni do walki z Diamantizaurami.
Wszyscy rzucili się do panicznej ucieczki jednocześnie próbując trzymać szyk. Diamantinasaurus, gdy tylko ich zobaczył, upatrzył sobie komandosów jako przekąskę. Szybkim biegiem ruszył na nich, lecz oni nieugięcie parli przed siebie próbując zgubić ogromne zwierzę. Bezpiecznie poczuli się dopiero, gdy dało się słyszeć ryk tego potwornego dinozaura z odległości około 15 mil. "Jaki on ma ryk" - ktoś pomyślał. Znajdowali się w wąwozie, którego nie oznaczyli na mapie, tylko żwawo i śmiało ruszyli do kolejnego miejsca, które chcieli zbadać. Nikt nie ucierpiał. Na razie. Bo Diamantizaur polubił naszych bohaterów i postanowił od tej pory uparcie ich poszukiwać jako ostatniego, dobrego mięsa na wyspie. Cóż... widocznie smak Ozraptorów i Australovenatorów już mu się przejadł.
CDN...
Wybór 3; opcja C
- Więc postanowione demokratycznie - westchnęła Victoria. - Idziemy do Opuszczonej Bazy Wojskowej. Shadigo, BlackAngel: Pamiętacie drogę?
- Hmm... - Shadiga włączyła swoje DC Mini i wybrała opcję mapy. - Jeśli chodzi o dotarcie tam będzie spory problem. To na drugim końcu wyspy, a nasze automatyczne lokalizatory także padły. Wiemy, gdzie jesteśmy teraz, ale tylko dlatego bo Baza jest zaznaczona na mapie - zamknęła okno.
- Czyli jesteśmy zdani na własną intuicję - podsumował Len.
- Wystarczy, że będziemy iść w linii prostej i powinniśmy tam dotrzeć. Moglibyśmy spróbować trzymać się wybrzeża, ale myślę, że to zbyt czasochłonne - odezwała się MaryAne.
- W skrócie: Zabieramy wszystko, co mamy i idziemy. Miejmy tylko nadzieję, że nie natrafimy na dinozaury - powiedziała ReiFujioka. - Victorio, masz broń? Jako jedyna z nas ją już posiadasz.
- Rewolwer cały skoroniał, więc go wyrzuciłam. Nie dałoby rady z niego strzelać - odparła zupełnie spokojnym tonem kasztanowłosa.
- A więc mamy problem. I to duży. Co zrobimy, gdy coś nas zaatakuje? Nie mamy nawet pieniędzy, by coś kupić.
- To najwyżej zostaniemy zjedzeni. Idziemy - i wszyscy opuścili Bazę.
*
Dzień 3, Godzina 16:40. Komandosi docierają do lokacji: "Opuszczona Baza wojskowa". Shadiga i BlackAngel od razu sprawdziły pozostałe budynki, oprócz tego w którym były. Niestety, w żadnym nic nie znalazły, dlatego też poszukiwania wszystkich skupiły się na centralnej budowli. Wszyscy weszli przez zniszczoną, wschodnią ścianę do pomieszczenia z dużą ilością łóżek.
- Ciekawi mnie, kto by tu coś takiego wybudował - powiedziała Marika. - I w jakim celu. Spójrzcie tylko, to wygląda jak istne pobojowisko.
- Być może to była siedziba ludzi posiadających Thousand Energy - odezwała się milcząca jak dotąd Nika. - Spójrz tylko na te zniszczenia. - Przeszła pomiędzy zniszczonymi łóżkami, poszarpanymi materacami pod którymi leżały jedne z wielu zwłok ludzi i dinozaura, którego do tej pory nie widzieli.
Nowy dinozaur: Ozraptor
To mały, pozornie niegroźny dinozaur. Bardzo zwinny. Wypluwa z siebie toksyczną dla człowieka substancję o właściwościach żrących. Zalecana szczególna ostrożność w bliskiej odległości. Zachować odległość 2 metrów. Zalecana broń: Pistolet
- Wyjątkowo dużo razy natrafiłam dzisiaj na te paskudy. Mam dosyć uciekania przed nimi! - obrzydziło Marikę.
- Skąd ten pomysł? - zapytała Victoria.
- Pomyślcie tylko: - Nika zaczęła monolog. - Te wyłomy w ścianach są gigantyczne. Jest tu wiele ludzkich zwłok i martwych dinozaurów. Uważam, że jeśli dobrze zbadamy ten kompleks natrafimy na coś więcej. Dinozaury mogły zaatakować będących tu ludzi i same zginąć w walce.
- Znalazłam schody! - krzyknęła z pokoju obok BoneZoo. - Ale obawiam się, że jeżeli wejdziemy na wyższe piętro, cała konstrukcja może ulec zawaleniu!
- Musimy przemyśleć, co ma nastąpić i co chcemy przeszukać - westchnęła Shadiga. - Nie mamy za wiele czasu. - W tym co mówi Nika może być sporo racji. Spójrzcie na lampy. Musieli mieć tu elektryczność, a niby skąd skoro nie ze źródła czystej energii? Nasze DC Mini też się nią żywią - podeszła od jednej z lamp. - Problem jest tylko taki, że skoro są rozbite to energia z nich uleciała. Musimy szukać dalej jej źródła. Ale na razie skupmy się na przeszukiwaniach!
Macie do wykorzystania 20 przeszukań. Maksymalnie można przeszukać trzy rzeczy. Można spróbować także wejść na II piętro, choć i ono ma prawo się zawalić i uniemożliwić wam dalsze przeszukiwania a w najgorszym wypadku kogoś zabić. To, co dzieje się podczas przeszukiwań zostawiam na jutrzejszy rozdział. Na razie skupmy się na dalszych wydarzeniach tj: Kiedy wasze przeszukiwanki już się skończą.
Mapa bazy w poście początkowym w zakładce map
*
- A więc tak to wszystko wygląda na chwilę obecną - westchnęła MaryAne. - Przyznam, że nieciekawie.
- Wiedziałam, że będzie źle, ale nie aż tak. Czuję się jeszcze bardziej otumaniona niż na początku tej całej historii z jaszczurami - zdenerwowała się Rei.
- Przynajmniej wiemy, gdzie powinniśmy się teraz udać! - Marika szukała plusów sytuacji. - A przynajmniej... gdzie szukać. Jedno jest pewne. Łatwo nie odpuścimy!
- Ale nadal jesteśmy biedni jak kościelne myszy! Przydałoby się zwiedzić jeszcze choć dwie lokacje! - odezwała się Victoria.
- No zgoda - przytaknęła Nika. - Ale musimy zdecydować w takim razie, gdzie teraz się udamy.
Wybór! (4)
Gdzie komandosi mają skierować swoje kroki w celu odnalezienia nowych wskazówek?
A) Port Hardy
B) Lasy Zatoki
C) Baza
D) Wioska
E) Jałowy brzeg
- No więc ustalone! Idziemy do... - Shadiga nie dokończyła, bo coś, lub ktoś ją zagłuszył. Zresztą tak samo jak pozostałych. Łóżka i inne przeszukane obiekty zaczęły się trząść. Po chwili dało się słyszeć donośny, uciążliwy ryk.
- Sha...Shadiga - wyjąkała Marika. - Czy wspominałaś coś z Angel, że to tu spotkałyście tę wielką gadzinę? - zapytywane odpowiedziały jej skinieniem głowy. Po chwili cały dach, zarwał się na ziemię i odsłonił głowę wielkiego Diamantinasaurus'a, którego Shadiga i BlackAngel już wcześniej spotkały.
Nowy dinozaur: Diamantinasaurus (w skrócie w grze: Diamantizaur. Skrót jest neologizmem utworzonym przez autora mającym na celu ułatwienie wymowy zwierzęcia)
Diamantizaur to gigantyczny, sięgający kilkudziesięciu metrów wysokości, kolosalny tytanozaur. Mięsożerca, o grubych i silnych nogach, na których opiera się niezgrabny, mosiężny tułów. Szyja długa, dobrze umięśniona. Potrafi stojąc na ziemi sięgnąć nią do ok. 6 piętra Ogon długi, ale wiotki i słaby. Charakterystyczny szybki i zgrabny ruch. Zalecana broń: Zalecane to jest uciekanie. W sklepie brak broni na tak wielkiego dinozaura. Można próbować strzelić mu w oko, czy w ogon, ale autor nie poleca. No chyba, że jesteście wyszkoleni do walki z Diamantizaurami.
Wszyscy rzucili się do panicznej ucieczki jednocześnie próbując trzymać szyk. Diamantinasaurus, gdy tylko ich zobaczył, upatrzył sobie komandosów jako przekąskę. Szybkim biegiem ruszył na nich, lecz oni nieugięcie parli przed siebie próbując zgubić ogromne zwierzę. Bezpiecznie poczuli się dopiero, gdy dało się słyszeć ryk tego potwornego dinozaura z odległości około 15 mil. "Jaki on ma ryk" - ktoś pomyślał. Znajdowali się w wąwozie, którego nie oznaczyli na mapie, tylko żwawo i śmiało ruszyli do kolejnego miejsca, które chcieli zbadać. Nikt nie ucierpiał. Na razie. Bo Diamantizaur polubił naszych bohaterów i postanowił od tej pory uparcie ich poszukiwać jako ostatniego, dobrego mięsa na wyspie. Cóż... widocznie smak Ozraptorów i Australovenatorów już mu się przejadł.
CDN...
czwartek, 24 marca 2016
III
Wszyscy jeszcze przed wyznaczonym czasem spotkali
się w Bazie. Jako pierwsza oczywiście zjawiła się Victoria. Niestety
nie mogła zachować swojego Minmi jako osobistego zwierzaka. Dinozaur
pomyślał najwidoczniej, że odwalił swoją robotę i poszedł w tylko sobie
znanym kierunku zostawiając skonfudowaną z trocha Victorię. Kobieta o
7:45 przekroczyła wyznaczony przez siebie próg spotkania. Nie tylko
Shadiga i BlackAngel zorientowały się, że coś jest nie tak w sprawie
sklepu. Victoria będąc już na miejscu chciała kupić sobie lepszą broń,
ale ku swojemu zaskoczeniu odkryła, że jej konto jest kompletnie wyprane
z liwrów.
„No co jest?! Miałam tam uczciwie zarobione pieniądze!” – denerwowała się. Podejrzewała, że reszcie przytrafiło się to samo. A nawet jeśli nie, to i tak musi odnaleźć tego przyczynę jak i powód niedziałającego noktowizora.
Samotnie i w Bazie nie czekała zbyt długo. O 11:05 w ich miejscu spotkania zobaczyła Marikę, Nikę i BoneZoo. Rozpoczęła z dziewczynami krótką dyskusję, ale wszystkie zgodnie stwierdziły, że nie ma ona sensu, dopóki nie zbiorą się tu wszyscy ze swoimi informacjami, które najrozsądniej będzie zebrać wszystkie w jedną, spójną teorię. Przeczucia pseudoliderki nie zmyliły jej. Pozostałe dziewczyny także uskarżały się na zepsute noktowizory i niedziałający poprawnie sklep. Wszystko wyglądało na to, że muszą zapewnić sobie pieniądze od nowa. Sytuacja wyglądała o tyle nieciekawie, że w przypadku zagrożenia, nie będzie możliwy zakup nowego wyposażenia. Zwłaszcza, że Marika i pozostałe straciły swoje bronie w walce z dinozaurami. Sama Victoria posiadała już tylko wystrzelany, sczerniały i podrdzewiały rewolwer.
13:57. Do Bazy wróciły Shadiga i BlackAngel. Całe i żywe, ale widocznie zmęczone. Opowiedziały swoją historię z Opuszczoną bazą wojskową i wszystkie zgodnie uznały, że trzeba będzie się tam wybrać. Jednak ich zapał gasiła myśl spotkania wielkiego gada, którego opis wstrząsnął pozostałe. Każda na swój sposób w głowie przedstawiała sobie gadopodobne stworzenie. A wiadomo, że to wyobraźnia podsuwa najokropniejsze obrazy.
O 16:30, czyli pół godziny przed czasem do Bazy przybyli ReiFujioka, Len i MaryAne. Uwagę wszystkich przykuł trochę większy od nich dinozaur, którego Len i MaryAne ciągnęli za sobą. Jego szara skóra pokryta była na grzebiecie niewielkimi kolcami. Stworzenie posiadało długi, szary ogon, którym z łatwością by mógł powalić człowieka na ziemię, oraz wielki pysk z setką ostrych jak noże zębów. Dolna para kończyn, która służyła mu za nogi, była silnie umięśniona, a druga para wyglądem przypominała te, jakie posiadał kiedyś T-Rex. Krótkie i niezgrabne, ale z przeraźliwie długimi pazurami.
- Udało wam się wziąć jednego osobnika ze sobą? Brawo! – Victoria pochwaliła inicjatywę. – To na pewno nam pomoże w walce z tymi bestiami, gdy lepiej je zbadamy. Przenieście tę gadzinę do laboratorium! – rozporządziła.
Odkryto nowego dinozaura: Australovenator
To najpopularniejsze dinozaury na wyspie D'Urville'a. Szalenie nieprzewidywalne i niebezpieczne. Typowe, australijskie Velocirapotry, ale o wiele bardziej niebezpieczne i zdecydowanie silniejsze. Posiadają mocno umięśniony ogon i są większe od dorosłego człowieka o jakieś 4/1 masy ciała. Zalecana broń: Pistolet, Rewolwer
W Laboratorium zostały MaryAne i ReiFujioka. Mają największe umiejętności laboratoryjne. Jest to ich specjalna cecha, która pozwala im przeprowadzenie badań z prawie 100% powodzeniem i ominięciem typowych zagadek dla tego rodzaju badań.
0 17:20 Victoria zebrała wszystkich pozostałych na parterze i rozporządziła plan działania.
- Chcę wpierw wysłuchać waszych wniosków, zanim coś powiem – rzekła. – Ale wprowadzę temat dyskusji. Zanim rozpoczniemy poszukiwania centrum czystej energii, musimy zinfiltrować przynajmniej jeden obiekt na tej wyspie! Ponieważ zagrożenie jest dużo większe niż w przypadku zwykłych intruzów, musimy działać wszyscy wspólnie. Resztą lokacji zajmiemy się później. No i rozsądnie by było znaleźć przyczynę szwankowania naszych DC Mini. Co postanawiamy?
Wybór (3)
Tym razem każdy może głosować. Bo komandosi muszą zadecydować, który obiekt wpierw zbadają. Mają do wyboru:
A)Port Hardy
B)Wioska
C)Opuszczona jednostka stacjonarna
D)Lasy zatoki
E)Jałowy brzeg
F)Baza
- Mamy chyba trochę czasu, nie? Warto by było przemyśleć to w spokoju! – odezwała się Marika.
- No i z pustymi kontami nic nie zdziałamy. Nie mamy ani jednego w pełni sprawnego pistoletu! – dodała BoneZoo.
- Myślę… myślę, że to nie przypadek, że jesteśmy pozbawieni pieniędzy i noktowizorów! – odezwał się Len. – Zabiłem jednego australovenatora i kiedy to zrobiłem, na moje konto wpłynęło 100 liwrów! Uważam, że ktoś wie, że tu jesteśmy i być może użył czystej energii poprzez wysłanie jej rozciągłej fali i zmienił system funkcjonowania sklepu oraz uniemożliwił korzystanie z noktowizorów. Pewnie miał nadzieję, że coś nas pożre.
- Len. Od kiedy gadasz z sensem? – zdziwiła się kasztanowłosa. Bolał ją fakt, że to nie ona wpadła na to rozwiązanie.
- No wiesz…? – chłopak odwrócił głowę z rozgniewaniem.
- Len bardzo dobrze mówi! – Shadiga wstała z ziemi. –Jeśli twoja teoria jest prawdziwa, to możemy spodziewać się kolejnej takiej fali. Nie wiadomo co wtedy zrobi z naszymi DC Mini! – po czym usiadła trzymając się w bolączce za głowę.
- Sha… Shadigo! – Nika nachyliła się nad koleżanką, ale i ją zabolała głowa. Pulsujący, narastający z każdą sekundą, pusty ból nie dawał o sobie zapomnieć. I ona usiadła z agonii.
- Może pójdziemy spać, a gdy wstaniemy o wszystkim zdecydujemy? – zaproponowała BoneZoo.
- Nie sądzę, abym usnęła, ale to dobry pomysł – ziewnęła przeciągle Victoria. Wszyscy oszołomieni i otumanieni poszli spać. Tylko MaryAne i ReiFujioka nadal pracowały nad badaniami austrolovenatora.
CDN...
„No co jest?! Miałam tam uczciwie zarobione pieniądze!” – denerwowała się. Podejrzewała, że reszcie przytrafiło się to samo. A nawet jeśli nie, to i tak musi odnaleźć tego przyczynę jak i powód niedziałającego noktowizora.
Samotnie i w Bazie nie czekała zbyt długo. O 11:05 w ich miejscu spotkania zobaczyła Marikę, Nikę i BoneZoo. Rozpoczęła z dziewczynami krótką dyskusję, ale wszystkie zgodnie stwierdziły, że nie ma ona sensu, dopóki nie zbiorą się tu wszyscy ze swoimi informacjami, które najrozsądniej będzie zebrać wszystkie w jedną, spójną teorię. Przeczucia pseudoliderki nie zmyliły jej. Pozostałe dziewczyny także uskarżały się na zepsute noktowizory i niedziałający poprawnie sklep. Wszystko wyglądało na to, że muszą zapewnić sobie pieniądze od nowa. Sytuacja wyglądała o tyle nieciekawie, że w przypadku zagrożenia, nie będzie możliwy zakup nowego wyposażenia. Zwłaszcza, że Marika i pozostałe straciły swoje bronie w walce z dinozaurami. Sama Victoria posiadała już tylko wystrzelany, sczerniały i podrdzewiały rewolwer.
13:57. Do Bazy wróciły Shadiga i BlackAngel. Całe i żywe, ale widocznie zmęczone. Opowiedziały swoją historię z Opuszczoną bazą wojskową i wszystkie zgodnie uznały, że trzeba będzie się tam wybrać. Jednak ich zapał gasiła myśl spotkania wielkiego gada, którego opis wstrząsnął pozostałe. Każda na swój sposób w głowie przedstawiała sobie gadopodobne stworzenie. A wiadomo, że to wyobraźnia podsuwa najokropniejsze obrazy.
O 16:30, czyli pół godziny przed czasem do Bazy przybyli ReiFujioka, Len i MaryAne. Uwagę wszystkich przykuł trochę większy od nich dinozaur, którego Len i MaryAne ciągnęli za sobą. Jego szara skóra pokryta była na grzebiecie niewielkimi kolcami. Stworzenie posiadało długi, szary ogon, którym z łatwością by mógł powalić człowieka na ziemię, oraz wielki pysk z setką ostrych jak noże zębów. Dolna para kończyn, która służyła mu za nogi, była silnie umięśniona, a druga para wyglądem przypominała te, jakie posiadał kiedyś T-Rex. Krótkie i niezgrabne, ale z przeraźliwie długimi pazurami.
- Udało wam się wziąć jednego osobnika ze sobą? Brawo! – Victoria pochwaliła inicjatywę. – To na pewno nam pomoże w walce z tymi bestiami, gdy lepiej je zbadamy. Przenieście tę gadzinę do laboratorium! – rozporządziła.
Odkryto nowego dinozaura: Australovenator
To najpopularniejsze dinozaury na wyspie D'Urville'a. Szalenie nieprzewidywalne i niebezpieczne. Typowe, australijskie Velocirapotry, ale o wiele bardziej niebezpieczne i zdecydowanie silniejsze. Posiadają mocno umięśniony ogon i są większe od dorosłego człowieka o jakieś 4/1 masy ciała. Zalecana broń: Pistolet, Rewolwer
W Laboratorium zostały MaryAne i ReiFujioka. Mają największe umiejętności laboratoryjne. Jest to ich specjalna cecha, która pozwala im przeprowadzenie badań z prawie 100% powodzeniem i ominięciem typowych zagadek dla tego rodzaju badań.
0 17:20 Victoria zebrała wszystkich pozostałych na parterze i rozporządziła plan działania.
- Chcę wpierw wysłuchać waszych wniosków, zanim coś powiem – rzekła. – Ale wprowadzę temat dyskusji. Zanim rozpoczniemy poszukiwania centrum czystej energii, musimy zinfiltrować przynajmniej jeden obiekt na tej wyspie! Ponieważ zagrożenie jest dużo większe niż w przypadku zwykłych intruzów, musimy działać wszyscy wspólnie. Resztą lokacji zajmiemy się później. No i rozsądnie by było znaleźć przyczynę szwankowania naszych DC Mini. Co postanawiamy?
Wybór (3)
Tym razem każdy może głosować. Bo komandosi muszą zadecydować, który obiekt wpierw zbadają. Mają do wyboru:
A)Port Hardy
B)Wioska
C)Opuszczona jednostka stacjonarna
D)Lasy zatoki
E)Jałowy brzeg
F)Baza
- Mamy chyba trochę czasu, nie? Warto by było przemyśleć to w spokoju! – odezwała się Marika.
- No i z pustymi kontami nic nie zdziałamy. Nie mamy ani jednego w pełni sprawnego pistoletu! – dodała BoneZoo.
- Myślę… myślę, że to nie przypadek, że jesteśmy pozbawieni pieniędzy i noktowizorów! – odezwał się Len. – Zabiłem jednego australovenatora i kiedy to zrobiłem, na moje konto wpłynęło 100 liwrów! Uważam, że ktoś wie, że tu jesteśmy i być może użył czystej energii poprzez wysłanie jej rozciągłej fali i zmienił system funkcjonowania sklepu oraz uniemożliwił korzystanie z noktowizorów. Pewnie miał nadzieję, że coś nas pożre.
- Len. Od kiedy gadasz z sensem? – zdziwiła się kasztanowłosa. Bolał ją fakt, że to nie ona wpadła na to rozwiązanie.
- No wiesz…? – chłopak odwrócił głowę z rozgniewaniem.
- Len bardzo dobrze mówi! – Shadiga wstała z ziemi. –Jeśli twoja teoria jest prawdziwa, to możemy spodziewać się kolejnej takiej fali. Nie wiadomo co wtedy zrobi z naszymi DC Mini! – po czym usiadła trzymając się w bolączce za głowę.
- Sha… Shadigo! – Nika nachyliła się nad koleżanką, ale i ją zabolała głowa. Pulsujący, narastający z każdą sekundą, pusty ból nie dawał o sobie zapomnieć. I ona usiadła z agonii.
- Może pójdziemy spać, a gdy wstaniemy o wszystkim zdecydujemy? – zaproponowała BoneZoo.
- Nie sądzę, abym usnęła, ale to dobry pomysł – ziewnęła przeciągle Victoria. Wszyscy oszołomieni i otumanieni poszli spać. Tylko MaryAne i ReiFujioka nadal pracowały nad badaniami austrolovenatora.
CDN...
środa, 23 marca 2016
II
Maszerowały w milczeniu w ogniu nocy. Jedynym ich
towarzyszem był księżyc w pełni majaczący się za zachmurzonym niebem.
Nika ziewnęła przeciągle. Pozostałe dziewczyny to zignorowały dalej
torując sobie drogę wśród liści i drzew. W pewnym momencie wszystkie
trzy przystanęły w przerażeniu.
- C… co jest?! – BoneZoo stukała nerwowo palcami po DC Mini. Jej noktowizor padł. A po stojących w miejscu, ciemnych sylwetkach swoich towarzyszek podejrzewała, że ich sprzęt także uległ zepsuciu.
- Może zepsuły się w nim baterie? – zażartowała Marika.
- Tu nie ma baterii! Ten system czerpie moc z samoregenurującej się krystalicznej energii One Hundred. Niemożliwe, aby się zepsuł! – zdenerwowała się Bone. Stojąc na środku obcego lądu i nie wiedząc, gdzie się znajdują, były skazane na własną orientację w ciemnościach.
- A latarki w giwerach? – zaproponowała Nika.
- Są słabe i szybko zużywa się w nich energia, ale chyba nie mamy teraz nic lepszego – westchnęła Marika. Włączyła światło w swoim pistolecie i popatrzyła pytająco na oświetlone już twarze dziewcząt.
- Co mam włączyć? To rewolwer, nie wibrator z latarką naprowadzającą, gdy zgasi się światło bo ktoś wstydzi się tego jak potwornie wygląda – powiedziała czerwonowłosa.
- No dobrze. Mogłaś powiedzieć to trochę mniej… wulgarnie – czarnowłosa ważyła słowa. – A ty, Nika?
- Zapomniałam, gdzie w karabinie jest latarka…
*
Kontynuacja wyboru. Wybór A
*
- Powinniśmy jednak to przedyskutować! – nie dawała za wygraną granatowłosa. Widząc jednak, jak Len i Rei nie słuchając jej, dalej idą przed siebie, zrobiła buzię w ciup i pobiegła za nimi już nic nie mówiąc.
Szli w ciszy rozglądając się na boki i uważając na wszystko, co tylko wyda im się podejrzane. Noktowizory z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu przestały działać. Jednak po sprawdzeniu DC Mini, wszystkie pozostałe opcje wydawały się działać. Godzina 2:25. Marsz szedł im całkiem sprawnie. Mieli najbliżej ze wszystkich grup do „Bazy” dlatego też zbytnio się nie spieszyli, ale i nie starając się ociągać. Zdążyli już minąć całą zatokę i wejść głęboko w dżunglę. Według mapy zbliżali się do zachodnich gór, za którymi czekało już tylko ich miejsce postoju. Godzina 3:10. Nadal w ciągłym milczeniu, uważnie rozglądając się na boki i trochę senni, parli nieustannie naprzód. Po raz pierwszy od początku wędrówki ktoś się zatrzymał. To była MaryAne.
- Stójcie! – szepnęła, wyciągając rewolwer. Rozejrzała się podejrzliwie dookoła i machnęła ręką na znak, aby ktoś zaświecił latarką. – Słyszycie?
- Na mózg ci się rzuciło od niespania. Pewnie wystraszyłaś jakiegoś Koalę, albo szympansa. Nie ma co robić o to afery – żachnęła Rei.
- Wstrzymaj się! – rzekł ściszonym głosem Len. – Ja chyba też coś słyszałem - po czym wyjął pistolet.
- Dajcie spokój! Idziemy! Jesteśmy zbyt daleko od potencjalnego centrum czystej energii, by ktoś mógł nas śledzić – powiedziała, ziewając. Po otworzeniu oczu, po wykonywanej czynności, zaskoczył ją widok wystraszonego Lena i zlęknionej MaryAne, którzy z miękkimi kolanami i giwerami wysuniętymi w jej kierunku, trzęśli się jak przy wyjątkowo niskiej temperaturze. – Głuptaki! I czego do mnie celujecie? – lecz momentalnie zdała sobie sprawę, że jej kompani nie celują do niej, a… do czegoś, co znajdowało się za nią. Rei powoli odwróciła się, czując na sobie czyjeś sapanie. Zakręciło jej się w głowie.
- Co to jest, u licha? – słyszała kołatanie własnego serca. Dziwna istota, o łuskowatej i śliskiej z wyglądu skórze, długim ogonem wyglądającym na wystarczająco silny, by ją powalić i z przeraźliwie ostrymi zębami wpatrywała się w nią swoimi żółtymi ślepiami.
- Wygląda jak przerośnięta jaszczurka – wykrztusił z siebie Len. – A ja myślałem, że w Australii to tylko pająki mają gigantyczne.
- Zastrzel to! – poleciła krzykiem do MaryAne. I jakby tylko na to oczekując, jaszczuropodobna istota rzuciła się na Rei, próbując zrobić sobie z niej podkurek, albo bardzo wczesne śniadanie. Szatynka wierzgała się z całych sił, ale była widocznie za słaba, by stawić w pełni czoło gadowi. Granatowłosa już chciała strzelić, gdy zwierzę swoim ogonem, wytrąciło jej rewolwer z ręki. Len tylko to widząc, wymierzył w nie i przełykając ze strachu ślinę na widok nieznanego do tej pory stworzenia, strzelił w nie. Martwa gadzina padła na Rei. Jak oparzona, strąciła z siebie potwora i szybko wstała. Chwytała łapczywie powietrze.
- Co to było? Zaświeć na to! – rozkazała do MaryAne. Ta, potulnie wykonała rozkaz i skierowała światło latarki na jaszczurkę.
- Wygląda jak… dinozaur! – szepnęła niby do siebie, niby do reszty.
- Nie bądź niemądra, to pewnie jakaś szczególna odmiana jaszczurki – zbył ją Len. – Musimy być ostrożni, jeśli w okolicy kręci się takich więcej. Albo trzymać się wybrzeża, tam na podobne nie natrafialiśmy.
- Nikt nam nie zagwarantuje, że w dalszej części wybrzeża nie ma podobnych „koleżków” – Rei pochyliła się nad osobnikiem. – Musimy się zastanowić, czy wziąć go do bazy. Możemy spróbować go zbadać, ale będzie dla nas wielkim obciążeniem w dalszej wędrówce. To jak postanawiamy?
Wybór (2)
Jak poprzednio: Wybór należy jedynie do Lena, MaryAne i ReiFujioki. Muszą zdecydować, czy:
A) Zabierają ze sobą jaszczurkopodobną istotę do bazy
B) Zostawiają ją martwą na miejscu i dalej sami idą do punktu spotkania z resztą.
*
BlackAngel i Shadiga o godzine 5:40 dotarły do Opuszczonej jednostki stacjonarnej. Całość wyglądała dosyć biednie. Kompleks budynków prawie w całości był zrujnowany. Dziewczyny postanowiły wejść jedynie do tego głównego: który jednocześnie wydawał się najbezpieczniejszy pod względem zarwania się dachu na głowę. Uznały jednak za zbyt niebezpieczne wałęsać się po wszystkich jego pomieszczeniach i piętrach, dlatego skupiły się jedynie na parterze. Przeczesując cały w miarę możliwości wśród panującej ciemności, sfrustrowane porzuciły poszukiwania.
- Co za strata czasu! – westchnęła Angel. –Musimy tu wrócić, ale z lepszym sprzętem i kiedy będzie jaśniej – Shadiga przyznała jej rację ruchem głowy.
- Oraz zbadałyśmy tylko kilka pomieszczeń. Niewykluczone, że wśród poszukiwań możemy znaleźć coś jeszcze – dodała optymistycznie purpurowłosa, uśmiechając się przy tym. – Lepiej zbierajmy się stąd szybko i ruszajmy do Bazy. Jesteśmy do niej najdalej od wszystkich! – Angel jej przytaknęła. Nie czuły jednak, że czas w jednostce wojskowej był stracony. Miały wielką nadzieję, że jeszcze przyjdzie im uratować dzięki niej swoje życia. Tak naprawdę wśród ton gruzów znalazły wiele użytecznych przedmiotów w sytuacjach różnych, jednak nie mogących im pomóc. Jedno było pewne. Na pewno tam wrócą.
Dziewczyny opuściły budynek i otwierając Mapę w DC Mini, szybko określiły swój kierunek drogi. Nie wyszły jeszcze z terenu kompleksu, jak zza drzew począł dochodzić je przeraźliwy ryk. Słońce zaczynało pomalutku wschodzić na horyzoncie wyspy D’Urville’a.
- Co to było? – zapytała zlęknionym głosem Angel. Przeczuwając kłopoty, związała swoje białe włosy w wysoką kitkę i wyciągnęła zza pasa swój rewolwer. Popatrzyła pytająco na Shadigę.
- Straciłam broń podczas wichury – wzruszyła ramionami nie mniej zlękniona, niż jej towarzyszka.
- To otwórz sklep! – poleciła jej.
- Nie mam ani jednego liwra! Pożycz mi! – powiedziała błagalnym tonem granatowłosa, gdy wierzchołki drzew jeden po drugim ustępowały jakiejś dziwnej sile. Angel otworzyła swój sklep w DC Mini.
- J… ja nie wiem jak to możliwe! Przecież miała zaoszczędzone tysiące wirtualnych liwrów! – powiedziała zszokowanym głosem białowłosa. – Zresetowało mi konto.
- Myślisz, że to z tego samego powodu, z którego nie możemy używać noktowizorów? – Shadiga nie zdążyła wyegzekwować odpowiedzi, bo ostatnią warstwę drzew zmiotła czyjaś potężna noga. Ogromne stworzenie wyłoniło się zza zielonej kurtyny i omiotło spojrzeniem wszystko dookoła. Mniejsze zwierzęta, ale wyglądem zbliżonym do niego, uciekały przed nim, jedno po drugim rozgniatane jego gigantyczną nogą. Stworzenie miało skórę pokrytą rogowymi łuskami, długą szyję i podobnej długości ogon, zwieńczony u końca białą nasadą.
- Co to jest?! – Angel popukała się w głowę. Shadiga nie czekając zbyt długo, pochwyciła kompankę za nadgarstek i puściła się biegiem w stronę jak najdalszą od nietypowego zwierzęcia. – Przy… przypatrzyłaś mu się? – wyjąkała zdumiona BlackaAngel.
- Na tyle długo, by wiedzieć, że pan olbrzymi i jego malutkie śniadanka nie powinny tu być. To dinozaur! – powiedziała z jak największym przekonaniem w głosie Shadiga. – Pytanie tylko, dlaczego wymieranie kredowe ich nie dosięgnęło.
*
- Wio, ty wypadku ewolucyjny! – Victoria popędzała swojego opancerzonego Minmi do dalszego biegu. Dinozaur nie należał do najszybszych, ale jako jedyny nie chciał urządzić sobie z niej szwedzkiego stołu. Umykając wciąż kolejnym najpospolitszym tu Dino: Timimisom (których Victoria podejrzewała o bycie australijskimi Velocirapotrami) pędziła ku umówionemu miejscu spotkania. Jeśli reszta tych stworzeń da się ułaskawić, to ich misja nie będzie aż taka ciężka, jaka byłaby w przypadku konieczności konfrontacji z nimi. Kasztanowłosa miała tylko nadzieję, że reszta radzi sobie w swoich środowiskach i o 17:00 zobaczy wszystkich, których pożegnała w samolocie. Nie dawała jej spokoju tylko jeszcze jedna myśl: Jakim prawem po tej wyspie hasają dinozaury? I miała pewność, że inni także się nad tym głowią.
CDN…
- C… co jest?! – BoneZoo stukała nerwowo palcami po DC Mini. Jej noktowizor padł. A po stojących w miejscu, ciemnych sylwetkach swoich towarzyszek podejrzewała, że ich sprzęt także uległ zepsuciu.
- Może zepsuły się w nim baterie? – zażartowała Marika.
- Tu nie ma baterii! Ten system czerpie moc z samoregenurującej się krystalicznej energii One Hundred. Niemożliwe, aby się zepsuł! – zdenerwowała się Bone. Stojąc na środku obcego lądu i nie wiedząc, gdzie się znajdują, były skazane na własną orientację w ciemnościach.
- A latarki w giwerach? – zaproponowała Nika.
- Są słabe i szybko zużywa się w nich energia, ale chyba nie mamy teraz nic lepszego – westchnęła Marika. Włączyła światło w swoim pistolecie i popatrzyła pytająco na oświetlone już twarze dziewcząt.
- Co mam włączyć? To rewolwer, nie wibrator z latarką naprowadzającą, gdy zgasi się światło bo ktoś wstydzi się tego jak potwornie wygląda – powiedziała czerwonowłosa.
- No dobrze. Mogłaś powiedzieć to trochę mniej… wulgarnie – czarnowłosa ważyła słowa. – A ty, Nika?
- Zapomniałam, gdzie w karabinie jest latarka…
*
Kontynuacja wyboru. Wybór A
*
- Powinniśmy jednak to przedyskutować! – nie dawała za wygraną granatowłosa. Widząc jednak, jak Len i Rei nie słuchając jej, dalej idą przed siebie, zrobiła buzię w ciup i pobiegła za nimi już nic nie mówiąc.
Szli w ciszy rozglądając się na boki i uważając na wszystko, co tylko wyda im się podejrzane. Noktowizory z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu przestały działać. Jednak po sprawdzeniu DC Mini, wszystkie pozostałe opcje wydawały się działać. Godzina 2:25. Marsz szedł im całkiem sprawnie. Mieli najbliżej ze wszystkich grup do „Bazy” dlatego też zbytnio się nie spieszyli, ale i nie starając się ociągać. Zdążyli już minąć całą zatokę i wejść głęboko w dżunglę. Według mapy zbliżali się do zachodnich gór, za którymi czekało już tylko ich miejsce postoju. Godzina 3:10. Nadal w ciągłym milczeniu, uważnie rozglądając się na boki i trochę senni, parli nieustannie naprzód. Po raz pierwszy od początku wędrówki ktoś się zatrzymał. To była MaryAne.
- Stójcie! – szepnęła, wyciągając rewolwer. Rozejrzała się podejrzliwie dookoła i machnęła ręką na znak, aby ktoś zaświecił latarką. – Słyszycie?
- Na mózg ci się rzuciło od niespania. Pewnie wystraszyłaś jakiegoś Koalę, albo szympansa. Nie ma co robić o to afery – żachnęła Rei.
- Wstrzymaj się! – rzekł ściszonym głosem Len. – Ja chyba też coś słyszałem - po czym wyjął pistolet.
- Dajcie spokój! Idziemy! Jesteśmy zbyt daleko od potencjalnego centrum czystej energii, by ktoś mógł nas śledzić – powiedziała, ziewając. Po otworzeniu oczu, po wykonywanej czynności, zaskoczył ją widok wystraszonego Lena i zlęknionej MaryAne, którzy z miękkimi kolanami i giwerami wysuniętymi w jej kierunku, trzęśli się jak przy wyjątkowo niskiej temperaturze. – Głuptaki! I czego do mnie celujecie? – lecz momentalnie zdała sobie sprawę, że jej kompani nie celują do niej, a… do czegoś, co znajdowało się za nią. Rei powoli odwróciła się, czując na sobie czyjeś sapanie. Zakręciło jej się w głowie.
- Co to jest, u licha? – słyszała kołatanie własnego serca. Dziwna istota, o łuskowatej i śliskiej z wyglądu skórze, długim ogonem wyglądającym na wystarczająco silny, by ją powalić i z przeraźliwie ostrymi zębami wpatrywała się w nią swoimi żółtymi ślepiami.
- Wygląda jak przerośnięta jaszczurka – wykrztusił z siebie Len. – A ja myślałem, że w Australii to tylko pająki mają gigantyczne.
- Zastrzel to! – poleciła krzykiem do MaryAne. I jakby tylko na to oczekując, jaszczuropodobna istota rzuciła się na Rei, próbując zrobić sobie z niej podkurek, albo bardzo wczesne śniadanie. Szatynka wierzgała się z całych sił, ale była widocznie za słaba, by stawić w pełni czoło gadowi. Granatowłosa już chciała strzelić, gdy zwierzę swoim ogonem, wytrąciło jej rewolwer z ręki. Len tylko to widząc, wymierzył w nie i przełykając ze strachu ślinę na widok nieznanego do tej pory stworzenia, strzelił w nie. Martwa gadzina padła na Rei. Jak oparzona, strąciła z siebie potwora i szybko wstała. Chwytała łapczywie powietrze.
- Co to było? Zaświeć na to! – rozkazała do MaryAne. Ta, potulnie wykonała rozkaz i skierowała światło latarki na jaszczurkę.
- Wygląda jak… dinozaur! – szepnęła niby do siebie, niby do reszty.
- Nie bądź niemądra, to pewnie jakaś szczególna odmiana jaszczurki – zbył ją Len. – Musimy być ostrożni, jeśli w okolicy kręci się takich więcej. Albo trzymać się wybrzeża, tam na podobne nie natrafialiśmy.
- Nikt nam nie zagwarantuje, że w dalszej części wybrzeża nie ma podobnych „koleżków” – Rei pochyliła się nad osobnikiem. – Musimy się zastanowić, czy wziąć go do bazy. Możemy spróbować go zbadać, ale będzie dla nas wielkim obciążeniem w dalszej wędrówce. To jak postanawiamy?
Wybór (2)
Jak poprzednio: Wybór należy jedynie do Lena, MaryAne i ReiFujioki. Muszą zdecydować, czy:
A) Zabierają ze sobą jaszczurkopodobną istotę do bazy
B) Zostawiają ją martwą na miejscu i dalej sami idą do punktu spotkania z resztą.
*
BlackAngel i Shadiga o godzine 5:40 dotarły do Opuszczonej jednostki stacjonarnej. Całość wyglądała dosyć biednie. Kompleks budynków prawie w całości był zrujnowany. Dziewczyny postanowiły wejść jedynie do tego głównego: który jednocześnie wydawał się najbezpieczniejszy pod względem zarwania się dachu na głowę. Uznały jednak za zbyt niebezpieczne wałęsać się po wszystkich jego pomieszczeniach i piętrach, dlatego skupiły się jedynie na parterze. Przeczesując cały w miarę możliwości wśród panującej ciemności, sfrustrowane porzuciły poszukiwania.
- Co za strata czasu! – westchnęła Angel. –Musimy tu wrócić, ale z lepszym sprzętem i kiedy będzie jaśniej – Shadiga przyznała jej rację ruchem głowy.
- Oraz zbadałyśmy tylko kilka pomieszczeń. Niewykluczone, że wśród poszukiwań możemy znaleźć coś jeszcze – dodała optymistycznie purpurowłosa, uśmiechając się przy tym. – Lepiej zbierajmy się stąd szybko i ruszajmy do Bazy. Jesteśmy do niej najdalej od wszystkich! – Angel jej przytaknęła. Nie czuły jednak, że czas w jednostce wojskowej był stracony. Miały wielką nadzieję, że jeszcze przyjdzie im uratować dzięki niej swoje życia. Tak naprawdę wśród ton gruzów znalazły wiele użytecznych przedmiotów w sytuacjach różnych, jednak nie mogących im pomóc. Jedno było pewne. Na pewno tam wrócą.
Dziewczyny opuściły budynek i otwierając Mapę w DC Mini, szybko określiły swój kierunek drogi. Nie wyszły jeszcze z terenu kompleksu, jak zza drzew począł dochodzić je przeraźliwy ryk. Słońce zaczynało pomalutku wschodzić na horyzoncie wyspy D’Urville’a.
- Co to było? – zapytała zlęknionym głosem Angel. Przeczuwając kłopoty, związała swoje białe włosy w wysoką kitkę i wyciągnęła zza pasa swój rewolwer. Popatrzyła pytająco na Shadigę.
- Straciłam broń podczas wichury – wzruszyła ramionami nie mniej zlękniona, niż jej towarzyszka.
- To otwórz sklep! – poleciła jej.
- Nie mam ani jednego liwra! Pożycz mi! – powiedziała błagalnym tonem granatowłosa, gdy wierzchołki drzew jeden po drugim ustępowały jakiejś dziwnej sile. Angel otworzyła swój sklep w DC Mini.
- J… ja nie wiem jak to możliwe! Przecież miała zaoszczędzone tysiące wirtualnych liwrów! – powiedziała zszokowanym głosem białowłosa. – Zresetowało mi konto.
- Myślisz, że to z tego samego powodu, z którego nie możemy używać noktowizorów? – Shadiga nie zdążyła wyegzekwować odpowiedzi, bo ostatnią warstwę drzew zmiotła czyjaś potężna noga. Ogromne stworzenie wyłoniło się zza zielonej kurtyny i omiotło spojrzeniem wszystko dookoła. Mniejsze zwierzęta, ale wyglądem zbliżonym do niego, uciekały przed nim, jedno po drugim rozgniatane jego gigantyczną nogą. Stworzenie miało skórę pokrytą rogowymi łuskami, długą szyję i podobnej długości ogon, zwieńczony u końca białą nasadą.
- Co to jest?! – Angel popukała się w głowę. Shadiga nie czekając zbyt długo, pochwyciła kompankę za nadgarstek i puściła się biegiem w stronę jak najdalszą od nietypowego zwierzęcia. – Przy… przypatrzyłaś mu się? – wyjąkała zdumiona BlackaAngel.
- Na tyle długo, by wiedzieć, że pan olbrzymi i jego malutkie śniadanka nie powinny tu być. To dinozaur! – powiedziała z jak największym przekonaniem w głosie Shadiga. – Pytanie tylko, dlaczego wymieranie kredowe ich nie dosięgnęło.
*
- Wio, ty wypadku ewolucyjny! – Victoria popędzała swojego opancerzonego Minmi do dalszego biegu. Dinozaur nie należał do najszybszych, ale jako jedyny nie chciał urządzić sobie z niej szwedzkiego stołu. Umykając wciąż kolejnym najpospolitszym tu Dino: Timimisom (których Victoria podejrzewała o bycie australijskimi Velocirapotrami) pędziła ku umówionemu miejscu spotkania. Jeśli reszta tych stworzeń da się ułaskawić, to ich misja nie będzie aż taka ciężka, jaka byłaby w przypadku konieczności konfrontacji z nimi. Kasztanowłosa miała tylko nadzieję, że reszta radzi sobie w swoich środowiskach i o 17:00 zobaczy wszystkich, których pożegnała w samolocie. Nie dawała jej spokoju tylko jeszcze jedna myśl: Jakim prawem po tej wyspie hasają dinozaury? I miała pewność, że inni także się nad tym głowią.
CDN…
niedziela, 20 marca 2016
I
I
-Oto ona! Wyspa D'Urville! -wskazała z okna Nika na majaczący się pod samolotem zielony, obszerny obiekt. -Zaraz będziemy wyskakiwać.
-Myślicie, że to prawda co mówią? -pochyliła się ReiFujioka. Jej czarne włosy spadły z ramion dygotając z ruchem jej głowy.
-Nie wiemy. I właśnie dlatego powinniśmy tam jak najszybciej dotrzeć. -Zbyła szybko koleżankę, BoneZoo. Oczywiście miały na myśli Thousand Energy - kontrowersyjny projekt czystej energii, którego źródło miało rzekomo znajdować się na wyspie.
- Czerwona lampka! -wskazała Victoria na lampę świecącą się przy wyjściu z pokładu. -Macie wszyscy spadochrony? -wstała i obeszła wszystkich. Popatrzyła na nich uważnym wzrokiem i pokiwała głową. - Okej. A więc chcę uzyskać od was ostatnie pytanie: Jesteście gotowi? Jeśli ktokolwiek chce teraz się wycofać ma szansę. Potem... nie będzie odwrotu! -poważnie na wszystkich popatrzyła. Nikt nawet nie śmiał podnieść wzroku na dziewczynę. Wszyscy w milczeniu albo ją obserwowali, albo patrzyli w czubki swoich butów, co przy okazji odróżniało nowicjuszy od pełnoprawnych członków Nereids. Dziewczyna otworzyła właz samolotu i ruchem ręki zagoniła wszystkich do skoku. Pilnując komandosów, sama wykonała skok na samym końcu modląc się w duchu o powodzenie misji. Jeśli ich ekspedycja się powiedzie, Nereids będzie mogło sprzedawać czystą energię wszystkim państwom świata.
Kasztanowłosa wstrzymała oddech, kiedy ostre powietrze raniło ją w płuca. Szybkim i zdecydowanym ruchem ręki pociągnęła za linkę od spadochronu. Obejrzała wszystkich dookoła. Uczynili to samo jeden po drugim.
Jej niepokój wywołał gwałtowny wiatr. "Jasna cholera" - pomyślała. Uaktywniła swój nadajnik wyglądający jak DC Mini i powiedziała do słuchawki jednocześnie uważając, aby nie stracić za dużo tlenu w tym rozrzedzonym nadal powietrzu.
- Baza. Baza! Pamiętajcie o bazie! Kierować się na nią bez względu na to, gdzie was zwiewa! - prawie krzyknęła.
- Nie dajemy rady! Kierujemy się w stronę północną wyspy! - wykryła w zniekształconych tonach głos Niki.
- Znosi mnie do wioski, wszystkie próby oporu zawodzą! - powiedział kto inny. To była chyba Rei, lecz Victoria nie miała pewności.
- Nieważne gdzie kto wyląduje, jutro o 17:00 chcę widzieć wszystkich w Bazie! Kto się nie stawi, tego uznam za martwego! Bez odbioru - poruszyła palcem by wyłączyć nadajnik, lecz w ostatniej chwili cofnęła rękę. Lepiej być cały czas w kontakcie. Obserwowała spadochrony znoszone przez wichurę w stronę północnej zatoki i wioski. Sama nie wiedziała, gdzie leci. Cały czas próbowała skierować swój lot w stronę Zachodniej plaży, gdzie mieściła się Baza, lecz w końcu uznała to za bezcelowe. Dotknęła palcem jednego z górnych klawiszy nadajnika i przed jej oczami ukazała się przeźroczysta i błękitna plansza pokazująca godzinę. 23:58.
"Za dwie minuty północ" - jeśli chcę dotrzeć do Bazy do 17:00 muszę się pospieszyć!" - zganiła się w myślach przyjmując pozycję przyspieszającą proces lądowania. W końcu pod stopami poczuła piasek. Kasztanowłosa odrzuciła plecak, a za nim swoje gęste loki i rozejrzała się wokół siebie. Przycisnęła jeden z dolnych przycisków nadajnika i spojrzała na nowowyświetloną mapę wyspy. Określiła swoje położenie i zapisała je na mapie jako "Port Hardy" rozsyłając nowozapisaną planszę do pozostałych nadajników jej kompanów. Po krótkiej chwili otrzymała zaktualizowaną mapę o nowe lokacje. "Wioska", "Opuszczona jednostka stacjonarna", "Jałowy brzeg" i "Lasy zatoki". Wraz z "Bazą" tworzyły już w miarę użyteczną mapę.
"A więc tam ich wywiało!" - pomyślała z przekąsem. Spojrzała w stronę dżungli i poszła zagłębiając się w nią, ku Bazie. "Trzeba tu będzie niedługo wrócić" - stwierdziła.
*
- Zaktualizowanie i wysłane do reszty! - powiedział Len zamykając okno aktualizujące mapę. Zapisał lokację "Lasy zatoki". - Ale musimy wracać szybko do Bazy. Jeśli nie zdążymy przed czasem, będziemy zdani już tylko na siebie!
- Zawsze mnie irytowała! Udaje taką ważną! - MaryAne popatrzyła na swoje paznokcie zdejmując bezpalczaste rękawiczki. - Ale one gryzą! - pogrymasiła i wyrzuciła je za siebie.
- Bądź poważniejsza, musimy spotkać się z resztą! - upomniała ją Rei. - Idziemy i to jak najszybciej. Nie chcę spotkać się z intruzami przed ustaleniem planu działania. - nie skończyła mówić, a już szła w kierunku dżungli.
- Poczekaj! - zawołał Len. - MaryAne, rusz się! - zakrzyknął. - Nie wiemy ile czasu nam zajmie przebycie drogi. Rei ma rację, lepiej być tam jak najszybciej.
- A ja twierdzę, że powinniśmy przenocować na plaży. Nocą i tak nic nie widać. Możemy się zgubić i sobie coś zrobić. A jak Vic pójdzie sobie bez nas, to co? Zamknie nam tę Bazę? I tak tam dojdziemy, tylko później! - wzruszyła ramionami. Momentalnie jednak je opuściła, gdy usłyszała niepokojący szmer w głębi dżungli z wschodniej strony.
- To tylko wiatr, tchórzliwy kurczaku. Zbiera się tajfun. Musimy uporać się z naszą misją jak najszybciej. - prychnęła Rei.
- Powinniśmy jednak to przedyskutować! - nie dawała za wygraną granatowłosa.
WYBÓR! (1)
To od Lena, MaryAne i Rei zależy co postanowią ich postacie w grze. Mają do wyboru dwie opcje:
Opcję A) Iść w głąb dżungli do punktu spotkania.
Opcję B) Przeczekać na plaży do rana.
Opcja, która zdobędzie najwięcej głosów, zostaje wybrana.
*
- Ale wypizdów! Jak my dotrzemy do celu? - zaklęła BlackAngel. - Jałowy brzeg i Baza to dwa różne końce wyspy! Nie sądzisz, że powinnyśmy oddzielnie przeprowadzić misję? - zwróciła się do Shadigi.
- Bynajmniej - odparła lakonicznie ciemnowłosa. - Możemy to przedyskutować dopiero, jeśli nie zdążymy dotrzeć do Bazy na 17:00. Nie sądzisz, że lepiej będzie przepłynąć na skróty zatoki i przejść południowy półwysep? Zyskamy o wiele na czasie. Dodatkowo na wodzie lepiej widać w nocy.
- Dobry pomysł -Angel wstała i włączyła noktowizor w nadajniku. - Musimy tylko znaleźć coś co pozwoli nam poruszać się po wodzie. Z góry widać było chyba jakiś opuszczony budynek, na północ stąd, prawda? Może lepiej będzie, jeśli tam czegoś poszukamy.
- Słuszna myśl - przytaknęła towarzyszka i obydwie z włączonymi noktowizorami ruszyły w kierunku Opuszczonej Jednostki Stacjonarnej.
*
- Ciemno -skomentowała BoneZoo - Wszystkie światła pogaszone!
- Dziwisz się? Jest noc! - Nika przewróciła oczami. Wraz z Mariką wszystkie trzy obserwowały małą wioskę zlokalizowaną przy wybrzeżu. Nie chciały zdradzać swojej obecności, dlatego upewniły się co do obecnie wykonywanych czynności przez mieszkańców wyspy. Na ich szczęście wyglądało na to, że wszyscy spali. Małe było prawdopodobieństwo, że ktoś je zobaczył. Zwłaszcza Marika bardzo tego pragnęła. W innym wypadku takie osoby należałoby bezzwłocznie "uciszyć" wraz z nakazem Victorii.
- Naprawdę jednak jest mi za cicho -pomyślała na głos Bone. -Oprócz wiatru, nic tu nie słychać.
- To i lepiej -stanowczo stwierdziła Nika - Idziemy. Włączone noktowizory? - odpowiedziały jej pokiwaniami swoich głów. Nika odwróciła się i wśród całej jasnej zieleni, którą teraz widziała, dostrzegła nikły cień... ogona? Nie... to musiało jej się przywidzieć. Usłyszawszy szmer wśród liści, wyłączyła program nadajnika i przetarła oczy.
- Wszystko w porządku? -zaniepokoiła się Marika.
- Tak... chyba tak -blondynka przełknęła ślinę i włączywszy z powrotem program noktowizora z pistoletem w ręku przeszła kolejne metry wśród dzikich drzew oddalając się od wioski tubylców. Od tej pory słyszała już tylko chód Mariki i BoneZoo. Jednak złe przeczucie wciąż nie chciało jej opuścić.
Godzina 0:45
CDN...
-Oto ona! Wyspa D'Urville! -wskazała z okna Nika na majaczący się pod samolotem zielony, obszerny obiekt. -Zaraz będziemy wyskakiwać.
-Myślicie, że to prawda co mówią? -pochyliła się ReiFujioka. Jej czarne włosy spadły z ramion dygotając z ruchem jej głowy.
-Nie wiemy. I właśnie dlatego powinniśmy tam jak najszybciej dotrzeć. -Zbyła szybko koleżankę, BoneZoo. Oczywiście miały na myśli Thousand Energy - kontrowersyjny projekt czystej energii, którego źródło miało rzekomo znajdować się na wyspie.
- Czerwona lampka! -wskazała Victoria na lampę świecącą się przy wyjściu z pokładu. -Macie wszyscy spadochrony? -wstała i obeszła wszystkich. Popatrzyła na nich uważnym wzrokiem i pokiwała głową. - Okej. A więc chcę uzyskać od was ostatnie pytanie: Jesteście gotowi? Jeśli ktokolwiek chce teraz się wycofać ma szansę. Potem... nie będzie odwrotu! -poważnie na wszystkich popatrzyła. Nikt nawet nie śmiał podnieść wzroku na dziewczynę. Wszyscy w milczeniu albo ją obserwowali, albo patrzyli w czubki swoich butów, co przy okazji odróżniało nowicjuszy od pełnoprawnych członków Nereids. Dziewczyna otworzyła właz samolotu i ruchem ręki zagoniła wszystkich do skoku. Pilnując komandosów, sama wykonała skok na samym końcu modląc się w duchu o powodzenie misji. Jeśli ich ekspedycja się powiedzie, Nereids będzie mogło sprzedawać czystą energię wszystkim państwom świata.
Kasztanowłosa wstrzymała oddech, kiedy ostre powietrze raniło ją w płuca. Szybkim i zdecydowanym ruchem ręki pociągnęła za linkę od spadochronu. Obejrzała wszystkich dookoła. Uczynili to samo jeden po drugim.
Jej niepokój wywołał gwałtowny wiatr. "Jasna cholera" - pomyślała. Uaktywniła swój nadajnik wyglądający jak DC Mini i powiedziała do słuchawki jednocześnie uważając, aby nie stracić za dużo tlenu w tym rozrzedzonym nadal powietrzu.
- Baza. Baza! Pamiętajcie o bazie! Kierować się na nią bez względu na to, gdzie was zwiewa! - prawie krzyknęła.
- Nie dajemy rady! Kierujemy się w stronę północną wyspy! - wykryła w zniekształconych tonach głos Niki.
- Znosi mnie do wioski, wszystkie próby oporu zawodzą! - powiedział kto inny. To była chyba Rei, lecz Victoria nie miała pewności.
- Nieważne gdzie kto wyląduje, jutro o 17:00 chcę widzieć wszystkich w Bazie! Kto się nie stawi, tego uznam za martwego! Bez odbioru - poruszyła palcem by wyłączyć nadajnik, lecz w ostatniej chwili cofnęła rękę. Lepiej być cały czas w kontakcie. Obserwowała spadochrony znoszone przez wichurę w stronę północnej zatoki i wioski. Sama nie wiedziała, gdzie leci. Cały czas próbowała skierować swój lot w stronę Zachodniej plaży, gdzie mieściła się Baza, lecz w końcu uznała to za bezcelowe. Dotknęła palcem jednego z górnych klawiszy nadajnika i przed jej oczami ukazała się przeźroczysta i błękitna plansza pokazująca godzinę. 23:58.
"Za dwie minuty północ" - jeśli chcę dotrzeć do Bazy do 17:00 muszę się pospieszyć!" - zganiła się w myślach przyjmując pozycję przyspieszającą proces lądowania. W końcu pod stopami poczuła piasek. Kasztanowłosa odrzuciła plecak, a za nim swoje gęste loki i rozejrzała się wokół siebie. Przycisnęła jeden z dolnych przycisków nadajnika i spojrzała na nowowyświetloną mapę wyspy. Określiła swoje położenie i zapisała je na mapie jako "Port Hardy" rozsyłając nowozapisaną planszę do pozostałych nadajników jej kompanów. Po krótkiej chwili otrzymała zaktualizowaną mapę o nowe lokacje. "Wioska", "Opuszczona jednostka stacjonarna", "Jałowy brzeg" i "Lasy zatoki". Wraz z "Bazą" tworzyły już w miarę użyteczną mapę.
"A więc tam ich wywiało!" - pomyślała z przekąsem. Spojrzała w stronę dżungli i poszła zagłębiając się w nią, ku Bazie. "Trzeba tu będzie niedługo wrócić" - stwierdziła.
*
- Zaktualizowanie i wysłane do reszty! - powiedział Len zamykając okno aktualizujące mapę. Zapisał lokację "Lasy zatoki". - Ale musimy wracać szybko do Bazy. Jeśli nie zdążymy przed czasem, będziemy zdani już tylko na siebie!
- Zawsze mnie irytowała! Udaje taką ważną! - MaryAne popatrzyła na swoje paznokcie zdejmując bezpalczaste rękawiczki. - Ale one gryzą! - pogrymasiła i wyrzuciła je za siebie.
- Bądź poważniejsza, musimy spotkać się z resztą! - upomniała ją Rei. - Idziemy i to jak najszybciej. Nie chcę spotkać się z intruzami przed ustaleniem planu działania. - nie skończyła mówić, a już szła w kierunku dżungli.
- Poczekaj! - zawołał Len. - MaryAne, rusz się! - zakrzyknął. - Nie wiemy ile czasu nam zajmie przebycie drogi. Rei ma rację, lepiej być tam jak najszybciej.
- A ja twierdzę, że powinniśmy przenocować na plaży. Nocą i tak nic nie widać. Możemy się zgubić i sobie coś zrobić. A jak Vic pójdzie sobie bez nas, to co? Zamknie nam tę Bazę? I tak tam dojdziemy, tylko później! - wzruszyła ramionami. Momentalnie jednak je opuściła, gdy usłyszała niepokojący szmer w głębi dżungli z wschodniej strony.
- To tylko wiatr, tchórzliwy kurczaku. Zbiera się tajfun. Musimy uporać się z naszą misją jak najszybciej. - prychnęła Rei.
- Powinniśmy jednak to przedyskutować! - nie dawała za wygraną granatowłosa.
WYBÓR! (1)
To od Lena, MaryAne i Rei zależy co postanowią ich postacie w grze. Mają do wyboru dwie opcje:
Opcję A) Iść w głąb dżungli do punktu spotkania.
Opcję B) Przeczekać na plaży do rana.
Opcja, która zdobędzie najwięcej głosów, zostaje wybrana.
*
- Ale wypizdów! Jak my dotrzemy do celu? - zaklęła BlackAngel. - Jałowy brzeg i Baza to dwa różne końce wyspy! Nie sądzisz, że powinnyśmy oddzielnie przeprowadzić misję? - zwróciła się do Shadigi.
- Bynajmniej - odparła lakonicznie ciemnowłosa. - Możemy to przedyskutować dopiero, jeśli nie zdążymy dotrzeć do Bazy na 17:00. Nie sądzisz, że lepiej będzie przepłynąć na skróty zatoki i przejść południowy półwysep? Zyskamy o wiele na czasie. Dodatkowo na wodzie lepiej widać w nocy.
- Dobry pomysł -Angel wstała i włączyła noktowizor w nadajniku. - Musimy tylko znaleźć coś co pozwoli nam poruszać się po wodzie. Z góry widać było chyba jakiś opuszczony budynek, na północ stąd, prawda? Może lepiej będzie, jeśli tam czegoś poszukamy.
- Słuszna myśl - przytaknęła towarzyszka i obydwie z włączonymi noktowizorami ruszyły w kierunku Opuszczonej Jednostki Stacjonarnej.
*
- Ciemno -skomentowała BoneZoo - Wszystkie światła pogaszone!
- Dziwisz się? Jest noc! - Nika przewróciła oczami. Wraz z Mariką wszystkie trzy obserwowały małą wioskę zlokalizowaną przy wybrzeżu. Nie chciały zdradzać swojej obecności, dlatego upewniły się co do obecnie wykonywanych czynności przez mieszkańców wyspy. Na ich szczęście wyglądało na to, że wszyscy spali. Małe było prawdopodobieństwo, że ktoś je zobaczył. Zwłaszcza Marika bardzo tego pragnęła. W innym wypadku takie osoby należałoby bezzwłocznie "uciszyć" wraz z nakazem Victorii.
- Naprawdę jednak jest mi za cicho -pomyślała na głos Bone. -Oprócz wiatru, nic tu nie słychać.
- To i lepiej -stanowczo stwierdziła Nika - Idziemy. Włączone noktowizory? - odpowiedziały jej pokiwaniami swoich głów. Nika odwróciła się i wśród całej jasnej zieleni, którą teraz widziała, dostrzegła nikły cień... ogona? Nie... to musiało jej się przywidzieć. Usłyszawszy szmer wśród liści, wyłączyła program nadajnika i przetarła oczy.
- Wszystko w porządku? -zaniepokoiła się Marika.
- Tak... chyba tak -blondynka przełknęła ślinę i włączywszy z powrotem program noktowizora z pistoletem w ręku przeszła kolejne metry wśród dzikich drzew oddalając się od wioski tubylców. Od tej pory słyszała już tylko chód Mariki i BoneZoo. Jednak złe przeczucie wciąż nie chciało jej opuścić.
Godzina 0:45
CDN...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

